Do przerwy prowadzili 2:0. I byli prawie pewni zwycięstwa. Ale nic z tego w drugiej połowie towarzyskiego meczu z Polską słowacki bramkarz Kamil Contofalsky nawalił przy dwóch golach i mecz zakończył się remisem. Dzisiejsza prasa naszych rywali nie zostawiła na golkiperze suchej nitki.
To dzięki bramkarzowi naszych południowych sąsiadów, podopieczni Leo Beenhakkera uratowali remis. Słowackie media po meczu nie oszczędzały go. "Ten
nieszczęśnik popełnił dwa fatalne błędy, po których rywale wyrównaili" - piszą gazety.
Zwłaszcza kuriozalny był drugi gol dla Polski. Radosław Matusiak strzelił z ostrego kąta, a Contofalsky, mając piłkę w rękach, sam wrzucił sobie ją do bramki!
Jak donoszą słowackie gazety, bramkarz schodząc z boiska rzucił w kierunku swojego trenera, Jana Kociana: "przebacz, trenerze!". "Nie, nie skreślę go po tym meczu. Wierzę, że jeszcze rozegra w reprezentacji dobre mecze" - stwierdził słowacki selekcjoner.
Zwłaszcza kuriozalny był drugi gol dla Polski. Radosław Matusiak strzelił z ostrego kąta, a Contofalsky, mając piłkę w rękach, sam wrzucił sobie ją do bramki!
Jak donoszą słowackie gazety, bramkarz schodząc z boiska rzucił w kierunku swojego trenera, Jana Kociana: "przebacz, trenerze!". "Nie, nie skreślę go po tym meczu. Wierzę, że jeszcze rozegra w reprezentacji dobre mecze" - stwierdził słowacki selekcjoner.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl