Listkiewicz nie ma teraz łatwego życia. Jedno upokorzenie goni następne. Kurator Marcin Wojcieszak zmusił go do otwarcia szafy pancernej, do której nikt poza byłym prezesem nie miał dostępu. Nie dość, że Listkiewicz musiał się zgodzić na jej otworzenie, to jeszcze sam przyniósł do niej klucze.
Późnym wieczorem Listkiewicz w pośpiechu spakował swój dobytek w tekturowe pudła. Przypadkowi przechodnie ze zdziwieniem obserwowali manewry panów z PZPN, którzy, zajmując niemal cały chodnik, chwiejnym krokiem znosili pudła do samochodów - donosi "Fakt".
Byłemu prezesowi towarzyszyli jego najbliżsi współpracownicy - Eugeniusz Kolator i Eugeniusz Nowak. Listkiewicz do auta doszedł niezbyt pewnym krokiem. Ciężkie kartony nosili za niego inni. Był tak bardzo wycieńczony, że nawet nie pamiętał, gdzie zaparkował samochód. Na szczęście pojazd prezesa rozpoznali Kolator z Nowakiem.
Listkiewicz musiał sam kierować swoim pojazdem. Ruchy miał jednak tak bardzo nieskoordynowane, iż pod żadnym pozorem nie powinien w takim stanie prowadzić.