Jeżeli jeszcze ktoś miał złudzenia, że działacze PZPN pójdą w końcu po rozum do głowy i przestaną szkodzić polskiej piłce, może je włożyć między bajki. Zarząd związku ma gdzieś ustalenia prezydenta Lecha Kaczyńskiego i szefa FIFA Josepha Blattera. Dla nich liczy się tylko to, żeby za wszelką cenę utrzymać władzę w PZPN. Najpierw zamierzają przeszkodzić obecnemu Wydziałowi Dyscypliny w walce z korupcją w naszym futbolu - pisze "Fakt".
Ludzie Listkiewicza chcą powołać do życia własny Wydział Dyscypliny, który tworzyliby ci sami, którzy byli w poprzednim, który nic nie robił, żeby walczyć z korupcją. Według członków zarządu klon Wydziału Dyscypliny miałby odciążyć gremium kierowane przez przewodniczącego Michała Tomczaka w sprawach bieżących, takie jak rozpatrywanie kar za żółte i czerwone kartki. Ale wiadomo, że to tylko pretekst, który miałby na celu jak najszybsze odsunięcie od decyzji obecny Wydział Dyscypliny. Ten z kolei zamierza do końca marca wydać pierwsze wyroki dla klubów zamieszanych w korupcję.
Z zagrożenia zdaje sobie sprawę także minister sportu Tomasz Lipiec, który nie chce słyszeć o drugim, powołanym przez działaczy PZPN Wydziale Dyscypliny. Przedstawiciel rządu chce także
jeszcze bardziej zdynamizować działania antykorupcyjne. Minister sugeruje obecnym członkom Wydziału Dyscypliny powołanie ze swojego grona komisji, która spotykałaby się codziennie i
zajmowała tylko sprawą afery korupcyjnej w naszym futbolu.