W ten sposób Baniak uczcił awans Kolejorza do ekstraklasy w 2002 roku. Już wtedy panowało przekonanie, że za dobrymi wynikami poznaniaków nie stoją cudowne umiejętności piłkarzy, tylko zakulisowe działania "Fryzjera".
Ryszard F. był na niemal każdym meczu Lecha jako... członek zarządu Wielkopolskiego Związku Piłki Nożnej. Przychodził na Bułgarską, mimo że od roku był uznawany specjalną uchwałą PZPN za persona non grata w polskiej piłce. Zarówno prezes WZPN Stefan Antkowiak, jak i działacze Lecha niewiele sobie z niej robili. "Nasi prawnicy stwierdzili, że nie ma podstaw do usunięcia Ryszarda F. Zresztą sam Listkiewicz miał do mnie o to pretensje. A <Fryzjer> nas zastraszał i groził nam sądem, jeśli go wyrzucimy" - mówi "Faktowi" Antkowiak.
Po chwili z ciekawością dopytuje: "A co, <Fryzjer> wychodzi?" W Wielkopolsce wszyscy bali się Ryszarda F., bo na każdego miał jakiegoś haka i nikt nie ośmielił się przeszkadzać mu w ustawianiu meczów. "To mój przyjaciel. Jeśli ten pasjonat futbolu chce oglądać nasze spotkania, to nie można mu tego zabronić. A golił mnie nie jako działacz WZPN" - tłumaczy "Faktowi" Baniak.
Ówczesny szkoleniowiec Lecha darzył Ryszarda F. takim zaufaniem, że nie zawahał się po awansie powierzy mu swojej głowy. Najpierw trenera miał ogolić na zero bramkarz Norbert Tyrajski, ale go skaleczył i do akcji musiał wkroczyć sam mistrz maszynki. Ogolił Baniaka szybko i sprawnie. Tyle że to jedyny przypadek, kiedy "Fryzjer" golił Baniaka.
Zwykle "goleni" z punktów byli rywale drużyn prowadzonych przez tego szkoleniowca. Kluby, w których pracował Baniak, w większości przypadków dziwnym trafem nigdy nie miały problemów z wywalczeniem awansu do pierwszej ligi.