Dziennik Gazeta Prawana logo

Augustyn wybrał Legię zamiast milionów

13 października 2007, 15:58
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Były piłkarz Boltonu Wanderers Błażej Augustyn mógł zarabiać na Wyspach 5 tysięcy funtów tygodniowo, czyli ponad 110 tysięcy złotych miesięcznie. Grubo ponad milion za sezon. Ale wybrał Legię Warszawa. Dla młodego piłkarza będzie jeszcze czas, żeby zarabiać wielkie pieniądze.

"Pieniądze nie są w moim wieku najważniejsze. Mam jeszcze czas, żeby podbijać zachodnie ligi" - mówi "Faktowi" młodzieżowy reprezentant Polski. Transfer do stołecznej drużyny jest, zdaniem Augustyna, dobrym ruchem w jego karierze. "Przyszedłem do Legii, żeby grać. Stąd będzie mi bliżej do kadry. Nie zamierzam robić kroku w tył, tylko regularnie występować w pierwszym składzie i za kilka lat znowu wyjechać za granicę" - zapowiada utalentowany obrońca.

O grę w podstawowej jedenastce nie będzie jednak łatwo. O miejsce na środku obrony rywalizuje z Jakubem Rzeźniczakiem, Dicksonem Choto i Inaki Astizem. "Jestem silny psychicznie. Nie boję się walki o skład ani krytyki, jaka może się pojawić, jeśli zagram słabiej" - zapowiada kadrowicz. Trener Sammy Lee robił co mógł, żeby zatrzymać Augustyna w Boltonie. Zaproponował mu 5 tysięcy funtów tygodniówki i przedłużenie kontraktu. "Nie skusiły mnie ani wysokie zarobki, ani namowy kolegów z drużyny. Bolton ściągnął ostatnio dużo obrońców i czekałoby mnie tam tylko grzanie ławy" - tłumaczy swoją decyzję.

Augustyn wpadł w oko działaczom Legii już w kwietniu. Spotkał się z nim w Anglii dyrektor sportowy klubu Mirosław Trzeciak. Piłkarz przeszedł szczegółowe badania, których wyniki wywołały na Łazienkowskiej szok. "Wszystko było dobrze do momentu, kiedy przyznałem się, że mam astmę. Za granicą nie zwracają na to kompletnie uwagi, bo tam to normalka. Legia się przestraszyła" - opowiada "Faktowi" piłkarz. "Mam astmę oskrzelową i alergię. Jestem uczulony na kurz i czekoladę, ale biorę leki i nie przeszkadza mi to w treningach" - dodaje.

19-latek to największy modniś w szeregach stołecznej drużyny. Blond pasemka na włosach, tatuaż na lewym przedramieniu - nic dziwnego, że obrońca z daleka rzuca się w oczy. "Wytatuowałem na przedramieniu swoje nazwisko, bo wierzę, że stać mnie na wiele" - wyjaśnia Augustyn. I zapewnia, że w stolicy nie odbije mu "sodówka". "Człowiek musi czasem wyjść do dyskoteki i się rozerwać. Na pewno nie będę przyjeżdżać nietrzeźwy na trening czy szaleć na mieście. Dobrze się prowadzę i nie piję po kątach" - twierdzi Augustyn.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj