Dziennik Gazeta Prawana logo

Messi gra jak natchniony. Znowu strzelał dla Barcelony

21 lutego 2011, 09:56
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Dwudziesty piąty gol w sezonie Argentyńczyka Lionela Messiego zapewnił Barcelonie zwycięstwo nad Atheltic Bilbao 2:1. To był ostatni mecz 24. kolejkę piłkarskiej ekstraklasy Hiszpanii. Tematem numer jeden jest jednak rekord Jose Mourinho.

Barcelona przed tygodniem nie wygrała ligowego meczu (1:1 ze Sportingiem Gijon) po serii 16 kolejnych zwycięstw. W środę przegrała w Londynie z Arsenalem w Lidze Mistrzów i spotkanie z Atheltic Bilbao, który w styczniu potrafił zremisować na Camp Nou w meczu Pucharu Króla, miało dać odpowiedź, czy zespół trenera Josepa Guardioli nie wpadł w dołek.

W czwartej minucie gospodarze objęli prowadzenie, a 16. trafienie w sezonie zanotował David Villa. Trybuny barcelońskiego giganta ucichły po tym, jak w 50. minucie Sergio Busquets sfaulował w polu karnym Fernando Llorente i sędzia podyktował jedenastkę. Po chwili Andoni Iraola wyrównał.

Barcelona nie zraziła się jednak chwilowym niepowodzeniem i do końca walczyła o trzy punkty. Rozstrzygnięcie padło w 78. minucie, kiedy po akcji Xaviego i Brazylijczyka Daniego Alvesa z bliska sprytnym strzałem do siatki piłkę kopnął Messi.

Barcelona utrzymała pięciopunktową przewagę nad Realem Madryt, który w sobotę pokonał Levante 2:0. Oba gole dla Królewskich padły przed przerwą, a zdobyli je Francuz Karim Benzema i Portugalczyk Ricardo Carvalho.

"My swoją robotę wykonaliśmy. Teraz czas na odpowiedź ze strony Barcelony" - powiedział tuż po meczu obrońca Realu Sergio Ramos, który próbował wywierać presję na lidera tabeli.

Inaczej podchodził do sprawy trener Realu Jose Mourinho: "Presja zawsze ciąży na drugim w tabeli, a nie liderze. Od nas nic nie zależy. Barcelona ma wszystkie atuty w rękach".

Portugalczyk w swoim stylu próbował bagatelizować znaczenie niedzielnego spotkania "Dumy Katalonii". "Nie mam wpływu na wynik, więc ten mecz mnie nie interesuje. Zresztą pewnie nie będę go oglądał. Prawdopodobnie zjem kolację z rodziną, bo w poniedziałek Real leci na mecz Ligi Mistrzów do Lyonu" - wyjaśnił.

To jednak on był bohaterem mediów, gdyż dzięki zwycięstwu nad Levante nie przegrał jako trener drużyny gospodarzy od dziewięciu lat. Portugalczyk - były szkoleniowiec FC Porto, Chelsea i Interu Mediolan - po raz ostatni gorycz porażki przed własną publicznością przeżył 23 lutego 2002 roku, kiedy FC Porto w lidze portugalskiej uległo Beira Mar 2:3. Z kolejnych 148 spotkań jego zespoły 123 wygrały, a w 25 zremisowały. Z Realem wygrał wszystkie 12 potyczek na Santiago Bernabeu.

"To rekord z innej planety" - ocenił dziennik "Marca".

Głośno w Hiszpanii jest również o bramkarzu Deportivo La Coruna Danielu Aranzubii, który w doliczonym przez sędziego czasie gry zapewnił swojej drużynie remis w spotkaniu z Almerią (1:1). To pierwszy gol zdobyty głową przez bramkarza w historii tamtejszej ekstraklasy.

"Nie po raz pierwszy w końcówce powędrowałem na pole karne rywala. W końcu przyniosło to efekt. Zrobiłem to, co powinni uczynić moi koledzy, ale nie czuję się bohaterem" - przyznał Aranzubia.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj