"Spokojnie załatwiamy ten transfer. Informacje, które Rumuni wysyłają w świat, kompletnie mijają się z prawdą" - zapewnia "Fakt" dyrektor sportowy Wojskowych Marek Jóźwiak .

Reklama

Aby pozyskać utalentowanego piłkarza ze Słowacji, Jóźwiak i trener Maciej Skorża będą musieli stoczyć prawdziwą bitwę. Przymierzany do Legii bramkarz od 21 czerwca nie bierze udziału w treningach swojego rumuńskiego klubu. Zdenerwowani takim obrotem sprawy prezesi Vaslui za każdy dzień nieobecności zawodnika nakładają na niego tysiąc euro kary. Kuciak nie tylko nie przyjechał na letnie zgrupowanie zespołu, ale utrzymuje, że klub ma wobec niego spore długi, co pozwala mu na podpisanie kontraktu z nowym pracodawcą.

"W sumie Vaslui zalega swojemu bramkarzowi z wypłatą 250 tysięcy euro" - wyjaśnia skomplikowaną sytuację piłkarza Marek Jóźwiak. Kilka dni temu Kuciak przeszedł testy medyczne w Warszawie, ale ciągle nie podpisał jeszcze kontraktu z Legią. Na wieść o rozmowach z piłkarzem do akcji wkroczył sponsor rumuńskiego klubu, Adrian Poromboiu, który straszy Wojskowych oddaniem sprawy do UEFA.

"Legia popełnia poważny błąd, kontaktując się z zawodnikiem, który ma ważną umowę z innym klubem. Skierujemy tę sprawę do odpowiednich organów" - odgraża się Poromboiu.
Takie pogróżki przy Łazienkowskiej na nikim nie robią jednak wrażenia. "Rumuni reagują gwałtownie, ale ich wypowiedzi to zupełny kit" - utrzymuje dyrektor sportowy stołecznego klubu.

>>>Czytaj także: Żużlowiec uratował dzieci