Dudka już latem głośno mówił o odejściu z krakowskiej Wisły. Ostatecznie pozostał w klubie i nie żałuje, choć starali się o niego Hiszpanie z Realu Murcia. Jak dowiedział się "Fakt", menedżerowie tego klubu w sobotni wieczór ponownie obejrzą naszego reprezentanta w akcji - tym razem na Estadio Da Luz w Lizbonie.
"Bez dwóch zdań, to najważniejszy mecz w moim życiu. Takie spotkania pokazują prawdziwy charakter zawodnika. Jeden może udowodnić, że jest silny, drugi się spali. Meczem z Portugalią można się wypromować, bo na trybunach na pewno będzie paru skautów z zagranicznych lig. Ale na razie nie chcę sobie zaprzątać głowy transferem" - opowiada Dudka.
Z Portugalią Dudka na pewno zagra jako defensywny pomocnik. Leo Beenhakker nieco z konieczności wystawił go w meczu towarzyskim z Rosją w defensywie. Teraz piłkarz wraca na miejsce, które sam selekcjoner mu wymyślił. W Moskwie mógł zostać bohaterem i zapewnić zwycięstwo. Przy stanie 2:2 piłka po jego strzale odbiła się jednak od poprzeczki. "W Lizbonie na pewno nie trafię w poprzeczkę, tylko strzelę gola!" - deklaruje Dudka.
"Po meczu z Rosj ta sytuacja prześladowała mnie przez kilka dni. Zastanawiałem się, dlaczego piłka nie wpadła do siatki. Nie chcę przeżywać podobnego horroru po meczu w Lizbonie, więc jeśli znajdę się tam w takiej samej sytuacji, to tym razem przyłożę się do strzału najlepiej jak potrafię. I zdobędę bramkę" - obiecuje Dudka w rozmowie z "Faktem".
Piłkarz Wisły już wie, co zrobić, żeby w Lizbonie cieszyć się z gola. "Przede wszystkim muszę być przy strzale lepiej skoncentrowany niż w Moskwie. No i uderzyć dokładniej, nie na siłę, tylko precyzyjnie. Lepiej zdobyć mniej efektownego gola, niż złamać poprzeczkę" - śmieje się wiślak.
To właśnie jemu przypadnie rola powstrzymania gwiazdy Barcelony, Deco. "Jak wychodzę na boisko, to nigdy nie patrzę, jak mój rywal ma na nazwisko. Każdego traktuję tak samo. Niezależnie od tego, czy to przeciwnik z ligi polskiej, czy piłkarz Barcelony" - zapewnia Dudka.