"To były dramatyczne chwile. Przemek wyskoczył do dośrodkowania, sparował piłkę i zawodnik gospodarzy w pełnym biegu wpadł na niego. Na nieszczęście kopnął go w głowę" - opowiada w rozmowie z "Faktem" sekretarz Pogoni Mogilno Sławomir Woźniak.

Po starciu Lichwały i Jakubowskiego bydgoscy kibice wstrzymali oddech. "Nikt nie wiedział, co stało się z Przemkiem. Przez prawie dziesięć minut był nieprzytomny" - mówi Woźniak. Niepozorne zdarzenie mogło skończyć się śmiercią piłkarza.

Lichwała zawdzięcza życie jednemu z kolegów z drużyny Leszkowi Gawronowi . "Nasz stoper podbiegł do nieprzytomnego Przemka i wyciągnął mu język. Inaczej bramkarz mógł się udusić" - wspomina mrożące krew w żyłach chwile działacz z Mogilna.

Nie wiadomo, ile potrwa przerwa w grze młodego zawodnika. Od soboty leży w Szpitalu Wojskowym w Bydgoszczy. Ma wstrząs mózgu i pokruszone kości policzkowe. Jest przytomny, ale nie pamięta, co się stało i cały czas ma zaniki pamięci.

Jak dowiedział się "Fakt", lada dzień okaże się, czy bramkarz Pogoni nie będzie musiał być operowany. Przy łóżku utalentowanego piłkarza czuwają na zmianę rodzice i prezes klubu z Mogilna.

Lichwała to największy pechowiec w drużynie Pogoni. Kontuzje nie omijają go od dawna. Dwa lata temu złamał obydwie kości barkowe. "W kilka godzin po meczu, powiedział: panie Sławku, do soboty będę jak nowy! Tak dobrze to chyba nie będzie, ale Przemek to twardziel i na pewno będzie chciał jak najszybciej wrócić do gry" - zapewnia Woźniak.