Przed meczem nad Stadionem Leśnym we Frankfurcie nad Menem przeszła burza, boisko zamieniło się w podmokłą łąkę. Polacy musieli wygrać, Niemcom do awansu do finału wystarczał remis, gdyż był to pojedynek drugiej fazy grupowej, a nie klasyczny półfinał.
Austriacki sędzia Erich Linemayr długo zwlekał z podjęciem decyzji o rozpoczęciu gry. Trwały gorączkowe konsultacje z organizatorami, a na boisku pracowali ludzie wyposażeni w specjalne walce-gąbki, zbierające nadmiar wody. W końcu mecz rozpoczął się z półgodzinnym opóźnieniem.
psav linki wyróżnione
"" - wspominał po latach król strzelców tamtego mundialu Grzegorz Lato, który zdobył w turnieju siedem bramek.
W anormalnych warunkach piłkarze trenera Kazimierza Górskiego nie mogli w pełni wykorzystać swych atutów, m.in. szybkiego ataku w wykonaniu tak świetnych skrzydłowych, jak Lato czy Robert Gadocha.
W spotkaniu nie brakowało dramaturgii. W 53. minucie po faulu Jerzego Gorgonia na Berndzie Holzenbeinie sędzia podyktował rzut karny. Jednak nadzieje biało-czerwonych na awans przedłużył Jan Tomaszewski, który obronił "jedenastkę" wykonywaną przez Uli Hoenessa.
Rozstrzygnięcie nastąpiło w 76. minucie. Gerd Mueller zmylił czujność polskiej obrony i sprytnym strzałem z pola karnego pokonał Tomaszewskiego. Niemcy awansowali do finału, w którym wygrali z Holendrami 2:1.
- ocenił Andrzej Szarmach, który z powodu kontuzji nie wziął udziału w tym spotkaniu.
psav linki wyróżnione
Mimo wszystko to był wielki sukces polskiego futbolu w mistrzostwach świata, do których biało-czerwoni awansowali po 36 latach (od 1938 r.). W meczu o trzecie miejsce pokonali trzy dni później Brazylię 1:0 po golu Laty.
Kazimierz Deyna znalazł się w jedenastce turnieju jako najlepszy rozgrywający, a Gadocha - jako najlepszy prawoskrzydłowy. Lato został królem strzelców, a drugi w tej klasyfikacji był Szarmach (pięć goli).
Tak udany turniej powtórzył się już tylko raz, w 1982 roku, gdy drużyna Antoniego Piechniczka została trzecim zespołem MŚ w Hiszpanii.
Sukces w RFN przyszedł niespodziewanie. Przed rozpoczęciem turnieju krytykowano selekcjonera za przygotowanie drużyny, a wylosowanie w pierwszej fazie Argentyny i Włoch wielu potraktowało jako zapowiedź niepowodzenia. Polska i Haiti to mieli być "chłopcy do bicia" dla piłkarskich potęg.
"" - powiedział przed laty Andrzej Strejlau, który w 1974 roku pełnił rolę drugiego trenera.
Już mecz z Argentyńczykami pokazał, że Górski świetnie przygotował zawodników do mistrzostw. Polska wygrała 3:2, a później rozgromiła Haiti 7:0 i pokonała Włochy 2:1. Wtedy biało-czerwoni byli na ustach wszystkich. W kolejnej fazie skromnym 1:0 odprawili do domu Szwedów, a później zwyciężyli Jugosłowian 2:1. Aż przyszedł "mecz na wodzie".
"" - dodał Strejlau.