W rozgrywkach pierwszej ligi sędziowie nie mogli korzystać z zapisu wideo przy podejmowaniu kluczowych decyzji. Polski Związek Piłki Nożnej postanowił, że VAR będzie za to obowiązywał w meczach barażowych. Jak się okazało, ta decyzja okazała się wręcz zbawienna dla poznaniaków. W 61. minucie po strzale Mateusza Kupczaka, bramkarz gości Tomasz Loska odbił piłkę wprost na głowę nadbiegającego Michała Jakóbowskiego. Pomocnik "zielonych" bez większych problemów trafił do siatki, ale asystent sędziego Damiana Jarzębaka pokazał chorągiewką pozycję spaloną piłkarza Warty.

Reklama

Loska szykował się do wznowienia gry od bramki, ale przerwa w oczekiwaniu na decyzję sędziów VAR przeciągała się w nieskończoność. W międzyczasie arbiter pozwolił obu drużynom na skorzystanie z napojów. Dopiero po upływie ponad pięciu minut piłkarze Warty mogli cieszyć się z bramki, gdyż Jakóbowski nie był na spalonym.

Do tego momentu mecz był dość wyrównany, oba zespoły miały po kilka niezłych sytuacji. Pomocnik gospodarzy Mariusz Rybicki z dystansu trafił w słupek, z kolei obrońca Bruk-Betu Mateusz Grzybek po ogromnym zamieszaniu z bliska trafił w poprzeczkę.

Tuż po zmianie stron najlepszej szansy nie wykorzystał Łukasz Spławski, który miał tylko dostawić nogę, lecz… sam wpadł do siatki.

Po stracie gola Termalica uzyskała przewagę, ale warciarze bronili się skutecznie. Bliski wyrównania był Piotr Wlazło, który huknął z woleja, ale środek bramki i Adrian Lis zachował czyste konto.

"Gdybyśmy my strzelili bramkę jako pierwsi, to spotkanie wyglądałoby zupełnie inaczej. Tak jak mówiłem wcześniej, że będzie to mecz do pierwszego błędu i tak się stało" - mówił po meczu zmartwiony trener gości Mariusz Lewandowski.

Z kolei szkoleniowiec Warty Piotr Tworek starał się tonować hurraoptymistyczne nastroje. Jego podopiecznych w piątek o 17.40 ponownie w Grodzisku Wielkopolskim czeka pojedynek sezonu - finał barażu o ekstraklasę z Radomiakiem Radom.

"W dzisiejszym uczyniliśmy pierwszy krok, ale pozostał jeszcze jeden w piątek. Jeszcze nic nie wygraliśmy, nic nie śpiewaliśmy w szatni, jak to miało miejsce podczas wcześniejszych wygranych. Z chłodną głowa i pokorą podchodzimy do ostatniego, najważniejszego mecz dla Warty. A dzisiejsze spotkanie było piłkarsko dobrym i emocjonującym widowiskiem. Dobrze się ten mecz oglądało z ławki i chyba z trybun także" - ocenił.

Drużyna Termaliki marzenia o powrocie do ekstraklasy, z której spadła dwa lata temu, musi odłożyć na kolejny sezon.

"Nie tak miał ten wieczór miał wyglądać, ale trzeba podnieść głowę do góry. Mam nadzieję, że to będzie dla nas doświadczenie, z którego wyciągniemy wnioski. Liczę, że Bruk-Bet w kolejnym sezonie będzie gotowy do walki o powrót na salony" - podsumował Lewandowski.