Lech rozgromił Wisłę Płock 4:0 zdobywając dwa gole już w doliczonym czasie gry. Udany powrót po kontuzji zanotował Christian Gytkjaer, który pojawił się na boisku dopiero w 62. minucie, ale zdążył jeszcze dwukrotnie wpisać się na listę strzelców. Duński napastnik z powodu urazu palca stopy opuścił końcówkę ubiegłego sezonu i inauguracyjny pojedynek w Gliwicach.

W Poznaniu dopisała frekwencja. Mimo słabego ostatniego sezonu, kibice na swój sposób dali kredyt zaufania "nowej" drużynie i dość licznie stawili się na pierwszym domowym meczu. Na trybunach zasiadło ponad 16 tysięcy sympatyków, podczas gdy jeszcze kilka miesięcy temu mecze w stolicy Wielkopolski często oglądało mniej niż 10 tysięcy widzów.

Na początku spotkania najwięcej pracy miał... sędzia Jarosław Przybył, który w pierwszych pięciu minutach pokazał trzy żółte kartki. Ukarał Damiana Rasaka, Djordje Crnomarkovica i Titasa Milasiusa. Te ostrzeżenia trochę przytemperowały piłkarzy, bowiem rozjemca z Kluczborka nie musiał już tak często sięgać po kolejne kartki. Jedną z nich otrzymał jeszcze drugi trener gości Krzysztof Sobieraj. Asystent Leszka Ojrzyńskiego w drugiej połowie zbyt nerwowo zareagował na jedną z decyzji arbitra.

Płocczanie musieli sobie radzić właśnie bez Ojrzyńskiego, który musiał po raz drugi z trybun oglądać mecz swoich podopiecznych. To jeszcze pokłosie zachowania szkoleniowca z ostatniego meczu poprzedniego sezonu. Trener Wisły został odsunięty na dwa spotkania, a pod jego nieobecność drużynę poprowadzili Sobieraj z Patrykiem Kniatem.

Gospodarze rozpoczęli z animuszem, już w 6. minucie Wołodymyr Kostewycz z bliska nieczysto uderzył głową i piłka minimalnie minęła słupek. W kolejnej akcji nie popisał się Bartłomiej Żynel, który nieprzepisowo zaatakował Pawła Tomczyka. Cała akcja miała miejsce przy bocznej linii pola karnego, zagranie bramkarza Wisły było dość pochopne. "11" na bramkę zamienił Darko Jevtic. Mimo prowadzenia, "Kolejorz" był bardziej aktywny, przejawiał więcej ochoty do gry. W końcówce wynik mógł podwyższyć Jevtic, ale piłka po jego strzale głową trafiła w poprzeczkę i spadła tuż przed linię bramkową.

Po zmianie stron zaatakowali wiślacy, choć energii starczyło im zaledwie na kwadrans. Mickey van der Hart miał jednak sporo pracy, a dośrodkowania Dominika Furmana sprawiało sporo zagrożenia. W 59. minucie pomocnik płockiej drużyny z dystansu trafił w poprzeczkę, a dobitka Zawady głową poszybowała nad bramką.

Lechici szukali swoich okazji w kontratakach, ale próbowali je finalizować zbyt indywidualnie. Kilka akcji, m.in. w wykonaniu Roberta Gumnego, zostało nagrodzonych brawami. Świetnej szansy nie wykorzystał też Gytkjaer, który wślizgiem próbował zaskoczyć Żynela, ale minimalnie chybił.

Chwilę później Duńczyk się zrehabilitował, a świetną asystę zanotował Jevtic. Płocczanie mieli kilka okazji na strzelenie kontaktowego gola, ale do siatki trafiali już tylko poznaniacy. Co ciekawe, dwie ostatnie bramki gospodarze zdobyli grając w dziesiątkę, bowiem na dwie minuty przed upływem regulaminowego czasu gry drugą żółtą kartkę ujrzał Djordje Crnomarkovic.

Lech Poznań - Wisła Płock 4:0 (1:0).

Bramki: 1:0 Darko Jevtic (13-karny), 2:0 Christian Gytkjaer (72), 3:0 Kamil Jóźwiak (90+1), 4:0 Christian Gytkjaer (90+3).

Żółta kartka - Lech Poznań: Dorde Crnomarkovic, Kamil Jóźwiak. Wisła Płock: Titas Milasius, Damian Rasak, Krzysztof Sobieraj (drugi trener). Czerwona kartka za drugą żółtą - Lech Poznań: Dorde Crnomarkovic (88).

Sędzia: Jarosław Przybył (Kluczbork). Widzów 16 616.

Lech Poznań: Mickey van der Hart - Robert Gumny, Thomas Rogne, Dorde Crnomarkovic, Wołodymyr Kostewycz - Tymoteusz Klupś (19. Tymoteusz Puchacz), Karlo Muhar, Darko Jevtic (82. Filip Marchwiński), Pedro Tiba, Kamil Jóźwiak - Paweł Tomczyk (62. Christian Gytkjaer).

Wisła Płock: Bartłomiej Żynel - Jakub Rzeźniczak (81. Cezary Stefańczyk), Alan Uryga, Michał Marcjanik, Piotr Tomasik - Titas Milasius (31. Olaf Nowak), Bartłomiej Sielewski, Dominik Furman, Damian Rasak, Mateusz Szwoch - Oskar Zawada (71. Ricardinho).