Legioniści już w 33. i 34. kolejce mogli zapewnić sobie tytuł, ale nie wykorzystali szans. Stołeczna drużyna nie wygrała łącznie żadnego z czterech ostatnich meczów, w tym trzech ligowych.

Reklama

Jednym z powodów może być sytuacja kadrowa w drużynie, kontuzję leczy m.in. prezentujący wcześniej znakomitą formę reprezentant Czarnogóry Marko Vesovic.

W miniony wtorek Legia odpadła w półfinale Pucharu Polski, przegrywając na wyjeździe z Cracovią aż 0:3. I właśnie z tym rywalem zmierzy się w sobotę w lidze; początek meczu na Łazienkowskiej o godz. 17.30.

"Odpadamy z Pucharu Polski i mamy przed sobą mecz ligowy z tym samym rywalem. Musimy szybko ukierunkować swoje myśli na to, aby się zrewanżować, a przede wszystkim wrócić na ścieżkę, na jakiej byliśmy kilka spotkań wstecz i zacząć znowu wygrywać. To jest nasz cel" - powiedział po porażce w Krakowie trener Legii Aleksandar Vukovic.

Jego podopieczni mają 65 punktów i o osiem wyprzedzają Piasta oraz Lecha.

To oznacza, że w sobotę wystarczy im remis do wywalczenia tytułu. Rywale, nawet w przypadku zrównania się na koniec sezonu z warszawską ekipą, nie zdołają jej wyprzedzić, ponieważ byli niżej w tabeli po zasadniczej części sezonu.

Zgodnie z art. 5.4. regulaminu rozgrywek ekstraklasy, w przypadku uzyskania w tej samej grupie (rundy finałowej) równej liczby punktów przez dwa lub więcej klubów, o zajętym miejscu decyduje w pierwszej kolejności liczba zdobytych punktów w rundzie zasadniczej.

Jeżeli jednak Legia ulegnie w sobotę coraz lepiej spisującej się Cracovii (trzy kolejne zwycięstwa, w tym dwa w lidze), będzie musiała poczekać na niedzielne mecze, w których Piast podejmie Jagiellonię Białystok, a Lech zagra u siebie z Lechią Gdańsk. Przy takim scenariuszu tylko wygrane pozwolą drużynom z Gliwic i Poznania zachować szansę na mistrzostwo.

Co ciekawe, w Poznaniu, podobnie jak w Warszawie, dojdzie do rewanżu za półfinał Pucharu Polski.

W środę "Kolejorz" przegrał w rzutach karnych u siebie z Lechią 3-4. Po 90 minutach i dogrywce było 1:1. Poznaniakom nie pomógł fakt, że ich golkiper Mickey van der Hart dwukrotnie obronił strzały rywali (przy okazji doznając kontuzji). Później bowiem trzykrotnie pomylili się gospodarze.

Bez względu jednak na wyniki tej kolejki oficjalna koronacja - z udziałem przedstawicieli prowadzącej rozgrywki Ekstraklasy S.A. - ma nastapić po ostatniej serii meczów, czyli 19 lipca.

Czwarty w tabeli Śląsk Wrocław (53 pkt) ma jeszcze teoretyczne szanse na wicemistrzostwo. W niedzielne południe podejmie zamykającą górną ósemkę PKO BP Ekstraklasy Pogoń Szczecin.

Wszystko wyjaśniło się już na dole tabeli - znani są trzej spadkowicze. Do ŁKS Łódź, który już wcześniej stracił szansę utrzymania się w lidze, dołączyły w poprzedniej kolejce Arka Gdynia i Korona Kielce.

W piątek KGHM Zagłębie Lubin podejmie Wisłę Płock, a Górnik Zabrze zagra z Rakowem Częstochowa. Dzień później Arka zmierzy się w Gdyni z zamykającą tabelę z dorobkiem zaledwie 21 punktów drużyną z Łodzi, natomiast Wisła Kraków spotka się z Koroną.