Zabrzanie zremisowali po czterech kolejnych wygranych, ale trafili też na dobrze dysponowanego rywala, który wysoko zawiesił poprzeczkę.

Reklama

Były fragmenty, w których wydawało się, że łapiemy rytm. Szczególnie w drugiej połowie. Jednak generalnie to było trudne dla nas spotkanie. Zdawaliśmy sobie z tego sprawę wcześniej i to się potwierdziło. Do takiego właśnie meczu się przygotowywaliśmy. Walczyliśmy o zdobycie gola, bo wiedzieliśmy, że to diametralnie odmieni mecz, ale się nie udało - skomentował Brosz.

Szkoleniowiec lidera zwrócił uwagę, że jego drużyna nie stworzyła sobie tak dużo okazji do zdobycia gola, jak we wcześniejszych spotkaniach.

Nie mieliśmy dziś tylu sytuacji podbramkowych, co zwykle. Na plus trzeba jednak zapisać to, że nie straciliśmy gola. Zawsze wychodzimy na boisko, by wygrać. Na tym polega sport. Kiedy to się nie udaje, jesteśmy na siebie źli, bo mogliśmy pewne rzeczy inaczej zrobić, lepiej. Z drugiej strony - stwarzaliśmy zbyt mało klarownych sytuacji, żeby mówić, iż przejęliśmy kontrolę nad przebiegiem spotkania - analizował.

Brosz w piątek po raz 150. poprowadził Górnika w ligowym meczu.

Bardzo szybko to leci, nieprawdopodobne. Czy się spodziewałem, że będę tu tak długo? Bardziej nakreślałem, co chcemy osiągnąć i krok po kroku do tego dążymy. Wiele rzeczy udało się zrobić, ale i dużo przed nami - podsumował swoją dotychczasową pracę w Zabrzu.

Wisła częściowo zrehabilitowała się za ubiegłotygodniowe 0:3 z Wisłą Płock na własnym stadionie i choć wciąż czeka na zwycięstwo w tym sezonie, to na wyjeździe pozostaje niepokonana.

Wszystko, co wydarzyło się na boisku przewidywaliśmy, czyli, że to będzie bardzo ciężki, intensywny mecz. Przyjechaliśmy z nastawieniem, by wygrać, ale równie ważne, że na boisku było widać drużynę. Gratuluję piłkarzom, bo tworzyli kolektyw. Tak funkcjonując można zatrzymać każdy zespół w lidze, nawet rozpędzonego Górnika - powiedział trener krakowian Artur Skowronek.

Jak wskazał, oprócz ambicji, woli walki, intensywnego biegania jego drużyna pokazała sporo jakości piłkarskiej.

W Wiśle zadebiutował z powodzeniem czeski obrońca Michal Frydrych, ale za to zabrakło kilku zawodników, u których stwierdzono zakażenie koronawirusem. Niewykluczone, że tych przypadków będzie więcej.

Georgij Żukow poprosił o zmianę w przerwie. Czuł się bardzo źle, miał objawy grypowe, temperaturę i nie mógł funkcjonować w drugiej połowie - przekazał szkoleniowiec "Białej Gwiazdy".