Nazywany „Leonem” sympatyk zabrzan witał dzwonieniem wychodzących na murawę zawodników i obwieszczał również w ten sposób zdobycie przez gospodarzy gola.

Reklama

Był w młodości szewcem, w 1961 roku został mistrzem Śląska w biegu na 10 000 metrów, potem w trakcie służby wojskowej trenował w Legii Warszawa.

Przychodził do nas Jurek Kulej, w garnizonie mieszkałem z Heńkiem Apostelem i Jackiem Gmochem. Służbę najczęściej pełniłem z Jurkiem Pawłowskim, doskonałym szablistą. Chcieli mnie zatrzymać na zawodowego żołnierza, ale postanowiłem wracać na Śląsk. W Zabrzu był teraz mój dom - wspominał.

Sętkowski, posiadacz pokaźnych wąsów i poloneza z wycieraczkami zawsze postawionymi na sztorc, był obecny na zabrzańskiej arenie od ponad pół wieku. Znał wszystkich w klubie i wszyscy znali jego.

Kiedy przed laty dziennikarze czekali na ogłoszenie nazwiska nowego prezesa Górnika, „Leon” podszedł zapytać o powód zgromadzenia. Był zdumiony, że przedstawiciele mediów nie wiedzą, kto będzie szefował klubowi i chętnie się podzielił tą unikalną wiedzą, która szybko znalazła potwierdzenie.

W miniony czwartek cieszył się na stadionie z pozyskania przez Górnika Łukasza Podolskiego, mistrza świata z 2014 w barwach Niemiec.