Warta Poznań - Jagiellonia Białystok 2:0 (0:0)

Reklama

Bramki: 1:0 Dimitris Stavropoulos (64), 2:0 Maciej Żurawski (90+2).

Żółta kartka - Warta Poznań: Enis Destan, Jan Grzesik, Dawid Szymonowicz. Jagiellonia Białystok: Fedor Cernych, Bogdan Tiru.

Sędzia: Paweł Malec (Łódź). Widzów 1 014.

Warta Poznań: Adrian Lis (59. Jędrzej Grobelny) - Jan Grzesik, Dimitris Stavropoulos, Dawid Szymonowicz, Robert Ivanov, Konrad Matuszewski - Enis Destan (46. Kajetan Szmyt), Mateusz Kupczak, Michał Kopczyński (89. Niilo Maenpaa), Luis Miguel (77. Maciej Żurawski) - Adam Zrelak.

Reklama

Jagiellonia Białystok: Zlatan Alomerovic - Bogdan Tiru, Israel Puerto, Bartłomiej Wdowik (85. Wojciech Łaski) - Jakub Lewicki (90+5. Bartosz Bida), Taras Romanczuk (90+5. Martin Pospisil), Nene, Bojan Nastic - Fedor Cernych, Marc Gual (85. Juan Camara), Jesus Imaz.

Po raz ostatni poznaniacy w roli gospodarza wygrali z Cracovią 10 kwietnia. Jagiellonia bardzo chciała zrehabilitować się po wstydliwej porażce w środę w Pucharze Polski z trzecioligową Lechią Zielona Góra (1:3), ale po raz kolejny mocno rozczarowała.

Reklama

Pierwsza połowa nie przyniosła większych emocji. Po wyrównanym początku poznaniacy starali się prowadzić grę, lecz niewiele z tego wynikało, poza przewagą w procentowym posiadaniu piłki. Dwukrotnie na bramkę Zlatana Alomerovica strzelał Miguel Luis, ale pierwsza próba została zablokowana, a w kolejnej sytuacji bramkarz gości był na posterunku.

Trener Warty Dawid Szulczek na konferencji przedmeczowej nie ukrywał, że najbardziej obawia się ofensywnego duetu Jesus Imaz – Marc Gual. I faktycznie, obaj stwarzali największe zagrożenie pod bramką Adriana Lisa. W 24. minucie warciarze łatwo stracili piłkę na środku boiska, Fedor Cernych pognał prawą stroną i niemal idealnie dograł do Guala, ale jak później okazało się, Cernych był na minimalnym spalonym. Później Gaul z ostrego kąta próbował zaskoczyć Lisa, ale golkiper nie bez kłopotów wybił na rzut różny. Niezłą szansę miał też Imaz, który zza linii pola karnego strzelił mocno, ale w środek bramki.

W końcówce pierwszej odsłony Warta miała swoją szansę, choć była ona dziełem przypadku. Po dośrodkowaniu Luisa, z piłką minął się Tiru, Alomerovic, a na końcu Adam Zrelak. Na szczęście dla gości, futbolówka poszybowała obok słupka.

Przez kwadrans drugiej połowy nie działo się praktycznie nic, poza kontuzją Lisa, którego musiał zastąpić Jędrzej Grobelny. Potem Warciarze zabrali się do pracy. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Dawid Szymonowicz nieczysto trafił piłkę głową, ale dzięki temu idealnie wyłożył ją do Dimitrisa Stavropoulosa. Grecki obrońca zanotował pierwszego gola w ekstraklasie.

Kilkadziesiąt sekund później mogło być 2:0, białostoczanie stracili piłkę przed własnym polem karnym i Kajetan Szmyt stanął oko w oko z Alomerovicem i strzelił prosto w golkipera.

Warta grała jak natchniona, w 70. minucie Zrelak upadł w polu karnym po starciu z Tiru i stojący blisko sytuacji sędzia Paweł Malec pokazał na "wapno". Arbiter po obejrzeniu powtórki na monitorze zmienił jednak swoją decyzję.

Mecz wreszcie ożywił nieliczną widownię, bowiem Jagiellonia kilka razy zagościła pod bramką gospodarzy. To jednak "zieloni" mieli lepsze okazje. Gdyby Maciej Żurawski i Michał Kopczyński lepiej przymierzyli, to wówczas losy spotkania byłyby już wcześniej przesądzone.

Goście nadal nie mieli pomysłu na sensowne akcje, praktycznie ani razu nie sprawdzili rezerwowego golkipera Warty Grobelnego. Nadzieje podopiecznych Macieja Stolarczyka na choćby jeden punkt rozwiał Maciej Żurawski, który po książkowej akcji na jeden kontakt ze Zrelakiem, w sytuacji sam na sam ustalił wynik meczu.

autor: Marcin Pawlicki