Legia Feio miała ligę "wciągnąć nosem"
Goncalo Feio trenerem Legii został pod koniec ubiegłego sezonu. Przed rozpoczęciem nowych rozgrywek Portugalczyk znany z arogancji dawał do zrozumienia, że ekipa z Łazienkowskiej pod jego wodzą zdmuchnie wszystkie pionki z planszy. W dodatku zrobi to, w stylu jakiego jeszcze w Ekstraklasie nie widziano. Legia ma bardzo dobrych piłkarzy, najlepszych w Polsce. To będzie wyjątkowy sezon, który zapamiętacie na długo - mówił w lipcu Feio.
Oczywiście na zapowiedziach się skończyło. Legia z Feio za sterem na jesieni zaliczyła więcej spektakularnych wpadek i efektownych zwycięstw. Tylko słabość przeciwników i fura szczęścia pozwoliły jej na dalszą walkę na trzech frontach.
Feio był już blisko zwolnienia z Legii
Feio był bliski zwolnienia, ale ostatecznie pozwolono mu zachować posadę i przygotować zespół do rundy wiosennej. W zimowym oknie transferowym Legia wydała na transfery ponad 4,5 mln euro. Wykupiła wypożyczonych Rubena Vinagre (2,3 mln euro, transferowy rekord polskiej Ekstraklasy) i Ryoyę Morishitę (500 tys. euro). Dodatkowo sprowadziła Vahana Bichakhchyana za 250 tys. euro i Ilję Szkurin za 1,5 mln euro. Do tego na Łazienkowskiej pojawi się nowy bramkarz - Vladan Kovacevic. Do składu wrócił też Juergen Elitim, który z powodu kontuzji stracił całą pierwszą część sezonu.
Mimo takich wzmocnień drużyna dowodzona przez Feio fatalnie zaczęła wiosenną część sezonu. Największą wpadkę legioniści zaliczyli w Radomiu, gdzie po katastrofalnej grze przegrali 1:3. Mająca mistrzowskie aspiracje Legia aktualnie jest na czwartym miejscu w tabeli. Do prowadzącego Lecha Poznań traci aż osiem punktów i na ten moment jej szanse na tytuł wydają się niewielkie.
Decyzje sędziów pomogły Legii w Pucharze Polski
Legia cały czas liczy się w walce o Puchar Polski. W półfinale zmierzy się z Ruchem Chorzów. Jednak w opinii wielu podopiecznych Feio nie byłoby już w tych rozgrywkach, gdyby nie "pomoc" Szymona Marciniaka i Piotra Lasyka. W ćwierćfinałowym pojedynku duet sędziowski nie przyznał Jagiellonii Białystok dwóch rzutów karnych. Obie decyzje arbitrów były mocno kontrowersyjne.
Feio w Molde oglądał inny mecz
Sporo szczęścia legioniści mieli też w pierwszym meczu 1/8 finału Ligi Konferencji. Po pierwszej połowie wyjazdowej konfrontacji z Molde FK przegrywali 0:3 i był to najniższy wymiar kary. Piłkarze z Warszawy fart, że na przerwę nie schodzili do szatni z bagażem 4 lub nawet 5 bramek. Ostatecznie mecz zakończył się dla nich porażką 2:3, bo gospodarze, którzy ligowe rozgrywki zaczynają dopiero pod koniec marca, w drugiej połowie opadli z sił.
Każdy kto oglądał mecz doskonale widział słabości Legii i jak przebiegała gra na boisku. W pierwszej części spotkania stołeczny zespół nie istniał na murawie. To jednak nie przeszkodziło Feio w opowiadaniu bajek na pomeczowej konferencji prasowej. Szkoda jedynie, że nie wywozimy stąd remisu. Pomimo bardzo dobrej gry przeciwnika, oddaliśmy więcej strzałów i mieliśmy więcej sytuacji, co oddaje najlepiej statystyka goli oczekiwanych. Tak było nawet w pierwszej połowie, że mieliśmy więcej okazji, ale przegrywaliśmy 0:3 - wypalił Portugalczyk.
Feio robi lepszy stand-up od Glapińskiego
Feio w swoim stylu jeszcze opowiadał "coś" o atakowaniu wolnych przestrzeni, zamykaniu środka boiska, czy fazach przejściowych. Jednak chyba już nikt nie nabiera się na jego "piękne" słowa. Najlepiej widać to w komentarzach kibiców Legii, które znajdują się w serwisie legia.net pod oceną meczu wygłoszoną przez Portugalczyka. Najdelikatniej mówiąc fani mają już dość opowieści z mchu i paproci, bo każdy z nich widzi, że Legia pod wodzą Feio jest po prostu słaba i nawet oratorskie popisy 35-letniego trenera, które swoim odklejeniem od rzeczywistości przebijają stand-upy profesora Glapińskiego tego nie zmienią.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.