Dziennik Gazeta Prawana logo

Liverpool marzy o rehabilitacji, Tottenham - o cudzie. Angielski finał Ligi Mistrzów

1 czerwca 2019, 08:05
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Fernando Llorente i Kyle Walker-Peters
Fernando Llorente i Kyle Walker-Peters/PAP/EPA
W sobotnim finale piłkarskiej Ligi Mistrzów w Madrycie Liverpool będzie chciał powetować sobie ubiegłoroczną porażkę w meczu o trofeum z Realem. Z kolei trener Tottenhamu Mauricio Pochettino ewentualny triumf swoich podopiecznych w tych rozgrywkach nazwał "cudem".

W maju 2018 roku prowadzony przez Juergena Kloppa Liverpool przegrał z "Królewskimi" w Kijowie 1:3. Na wtorkowej konferencji prasowej niemiecki szkoleniowiec przyznał, że przez pewien czas jego zespół był z tego powodu załamany, ale zapewnił, że wszyscy szybko zmienili nastawienie.

"Porażka w tym finale była dla nas jak dobre lekarstwo. Mówi się, że najskuteczniejsze leki mają najgorszy smak... Różnica między tamtym sezonem a obecnym jest taka, że wtedy myśleliśmy, że dobrze byłoby zagrać w Kijowie i zobaczymy, co się stanie, a teraz od początku nakierowani jesteśmy na zdobycie trofeum" - powiedział Klopp.

Jako trener do finału Champions League dotarł po raz trzeci. Dokonał tego również w 2013 roku z Borussią Dortmund, wówczas w składzie z Jakubem Błaszczykowskim, Robertem Lewandowskim i Łukaszem Piszczkiem. BVB uległa wtedy Bayernowi Monachium 1:2.

"Nie chcę źle mówić o moich byłych zespołach, każdy z nich jest mi bliski. Moi podopieczni zawsze dawali z siebie wszystko, ale muszę powiedzieć, że obecny Liverpool to najlepsza drużyna, z jaką dotarłem do jakiegokolwiek finału" - zaznaczył.

"The Reds", podobnie zresztą jak Tottenham, przegrali cztery spotkania w tej edycji LM. Oba angielskie kluby wywalczyły awans do fazy pucharowej w ostatniej kolejce meczów grupowych, oba też w niesamowitych okolicznościach wyeliminowały swoich rywali w półfinałach. Podopieczni Kloppa przegrali na Camp Nou z Barceloną 0:3, by w rewanżu zwyciężyć 4:0, natomiast "Koguty" uległy przed własną publicznością Ajaxowi Amsterdam 0:1, a w Holandii w ostatniej minucie zdobyły dającego im awans gola na 3:2, mimo że do przerwy przegrywały 0:2.

"Oglądając mecz na Anfield byłem spokojny, zrelaksowany przy linii bocznej. Widziałem, że gramy bardzo dobrze i czułem, że możemy wygrać. Nie wiedziałem, że to będzie 4:0, ale zależało mi na tym, żeby pokonać Barcelonę. Gdybyśmy zwyciężyli np. 2:0, powiedziałbym, że to był znakomity dwumecz równych zespołów, ale po prostu ten drugi zagra w finale. Kluczem było to, że w okresie między obydwoma spotkaniami nikt bardziej nie wierzył w mój zespół niż mój zespół" - relacjonował Klopp.

Na pytanie, czy awans do finału LM dwa razy z rzędu to największe osiągnięcie w jego karierze, odparł: "Jeśli wygramy, to tak. Ale najważniejszy dla mnie moment był w 2004 roku, kiedy awansowaliśmy do niemieckiej ekstraklasy z FSV Mainz. Nikt nie wie, jaki wtedy mieliśmy budżet, jakie były okoliczności... nikt nas w Bundeslidze nie potrzebował".

Drugi z rzędu udział Liverpoolu w finale Champions League to ogromny sukces "The Reds", ale trudno raczej mówić o niespodziance. Inaczej jest w przypadku Tottenhamu Hotspur, który w dramatycznych okolicznościach wyeliminował Ajax, a ćwierćfinale także jednego z faworytów Manchester City (1:0 i 3:4). O najważniejsze europejskie trofeum klubowe zagra po raz pierwszy w historii.

Przed rewanżem w Amsterdamie Pochettino przyznał, że gdyby jego podopiecznym udało się triumfować w LM, prawdopodobnie zakończyłby pracę w tym klubie. "Bo powtórzyć taki cud, w takich okolicznościach, w takim sezonie..." - zakończył Argentyńczyk, kręcąc głową.

Londyńczycy grają praktycznie tym samym składem od dwóch lat, a i tak utrzymują się w czołowej czwórce w ekstraklasie i nieźle spisują się w Champions League.

"Od kiedy Pochettino przyszedł do klubu w 2014 roku, dokonał czegoś wielkiego. Miał ambitny plan, żeby dołączyć do grona najlepszych drużyn w Europie, a teraz już tylko kilka dni dzieli nas od najważniejszego meczu na Starym Kontynencie. Zrobił fantastyczną robotę, jest wielkim trenerem" - powiedział o Argentyńczyku napastnik Harry Kane, najlepszy strzelec "Kogutów" w ostatnich pięciu sezonach.

Udział 25-letniego piłkarza w finale w Madrycie wciąż stoi pod znakiem zapytania, choć on sam nastawiony jest optymistycznie. Król strzelców Premier League w latach 2016 i 2017 od kwietnia zmaga się z kontuzją, ale w tym tygodniu wznowił treningi z drużyną.

Sobotni finał na stadionie Wanda Metropolitano, gdzie na co dzień swoje mecze rozgrywa Atletico Madryt, rozpocznie się o godzinie 21. Po raz siódmy w historii Ligi Mistrzów (od sezonu 1992/93) o trofeum powalczą dwa kluby z tego samego kraju. Dwa angielskie zespoły rywalizowały ze sobą w 2008 roku, kiedy Manchester United okazał się lepszy od Chelsea Londyn w rzutach karnych.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj