Derby północnego Londynu, jak nazywa się pojedynki tych rywali, to nie tylko walka o trzy punkty. To także starcie dwóch drużyn, których kibice darzą się jawną nienawiścią od niemal stu lat.

Reklama

Jednym z jej przejawów jest obchodzone przez fanów "Kanonierów" szczególne święto zwane "St Totteringham's day", czyli dzień, w którym Tottenham traci matematyczną szansę na dogonienie Arsenalu w ligowej tabeli.

Inny przykład to nazywanie "Judaszem" byłego reprezentanta Anglii Sola Campbella, który po niemal dziesięciu latach gry w barwach "Kogutów" przeniósł się do ekipy odwiecznych rywali. Fani Tottenhamu mają mu do dziś za złe decyzję z 2001 roku.

Po 11 meczach wyżej w tabeli Premiership są podopieczni portugalskiego trenera Andre Villasa-Boasa, którzy zgromadzili 17 punktów. Plasują się na siódmej pozycji i mają oczko przewagi nad Arsenalem (ósme miejsce).

W ostatnich dwóch spotkaniach "Kanonierzy" nie potrafili utrzymać dwubramkowego prowadzenia. W Lidze Mistrzów przed tygodniem wygrywali z Schalke 04 Gelsenkirchen 2:0, by ostatecznie zremisować 2:2, a kilka dni później w Premiership podzielili się punktami z inną stołeczną drużyną Fulham (3:3), choć w 23. minucie gospodarze prowadzili również 2:0.

Reklama

Podobny los spotkał Arsenal w jednym z ostatnich spotkań z "Kogutami". Pod koniec 2010 roku bramki Francuza Samira Nasriego i Marokańczyka Marouane'a Chamakha zapewniły "Kanonierom" prowadzenie w pierwszej połowie, ale cały mecz przegrali 2:3.

Reklama

Podopieczni Francuza Arsene'a Wengera zrewanżowali się jednak za tą porażkę w lutym bieżącego roku. Wówczas przebieg spotkania był odwrotny - Arsenal przegrywał 0:2, ale zdołał wygrać spotkanie 5:2.

Tottenham nie zdobył punktów w ostatnich trzech spotkaniach ligowych, tracąc trzy bramki w ostatnich minutach. Nie przynosi ujmy wyjazdowa porażka 1:2 z mistrzem Anglii Manchesterem City przed tygodniem, ale wynik 0:1 na własnym stadionie z Wigan Athletic był już niespodzianką. "To był nasz najgorszy mecz w tym sezonie" - mówił wówczas Villas-Boas, a jego drużynę żegnały tego dnia gwizdy i buczenie własnych kibiców.

Kilku piłkarzy Tottenhamu nabawiło się urazów mięśni w spotkaniu z Manchesterem City. Pod znakiem zapytania stoi sobotni występ Jermaina Defoe, Aarona Lennona i Kyle'a Walkera. Od dłuższego czasu pauzują także: Mousa Dembele, Younes Kaboul, Scott Parker oraz Benoit Assou-Ekotto.

Wenger obawia się z kolei o formę piłkarzy, którzy w tygodniu rozgrywali mecze towarzyskie swoich reprezentacji w różnych częściach świata. Nie można powiedzieć, że nie ma konfliktu interesów, jeśli gramy z Tottenhamem w sobotę o 13.45, a Hiszpan Santi Cazorla w środę jest w Panamie z drużyną narodową. Dlaczego nie mogli grać we wtorek? - denerwował się Francuz na łamach gazety "The Sun".

W innym spotkaniu, rozgrywanym także w stolicy Anglii, ostatni w tabeli Queens Park Rangers podejmie Southampton. Gospodarze są jedynym obok Reading zespołem, który dotychczas nie wygrał meczu w lidze. Mają na koncie cztery punkty, a ich sobotni rywale, którzy zajmują 19. miejsce w tabeli, zgromadzili o oczko więcej.

Lider - Manchester United zagra na wyjeździe z Norwich City, natomiast broniący tytułu piłkarze Manchesteru City podejmą Aston Villę. Trzecia w tabeli Chelsea zmierzy się ze świetnie spisującym się w tym sezonie West Bromwich Albion (piąte miejsce).

Początek derbów północnego Londynu w sobotę o 13.45. Chelsea i Manchester City rozegrają swoje spotkania o 16, natomiast United - o 18.30.