Perturbacje związane z odwoływaniem meczów sprawiły, że sytuacja w tabeli włoskiej ekstraklasy nie jest do końca miarodajna - wiele drużyn ma jedno lub nawet dwa spotkania zaległe. I wszystko wskazuje na to, że na razie sytuacja się nie zmieni. Niektóre media piszą nawet o tym, że sezon zostanie przedwcześnie zakończony, a za tydzień już żadne mecze się nie odbędą. To na razie spekulacje, ale coraz wyraźniej słyszalne. Tego domagają się także władze państwowe, ale ostateczne decyzje jeszcze nie zapadły.

Reklama

"Gramy, ale jak długo jeszcze?" - pyta wprost "Gazzetta dello Sport". Coraz głośniej i częściej mówi się bowiem o tym, że wszyscy powinni się skupić na walce z szerzącym się koronawirusem, a rozgrywanie meczów piłkarskich temu nie pomaga. Na wtorek włoski związek piłki nożnej zdecydował się zatem na zwołanie specjalnego posiedzenia i wówczas zapadną wiążące decyzje. Nie można wykluczyć, że liga zostanie całkowicie odwołana.

W niedzielę odbyło się pięć meczów 26. kolejki, które nie zostały rozegrane w planowanym terminie od 29 lutego do 2 marca. Wszystkie bez udziału publiczności.

Do nietypowej sytuacji doszło przed spotkaniem Parmy ze SPAL Ferrara. Piłkarze stali już rozgrzani w tunelu i czekali na wyjście na murawę. Wówczas usłyszeli od sędziego, że mają wrócić do szatni, ponieważ minister sportu Vincenzo Spadafora zażądał zatrzymania rozgrywek. Wiele dyskutowano i ostatecznie pozwolono wybiec zawodnikom na boisko. Stało się to jednak z godzinnym opóźnieniem. Mecz zakończył się wygraną drużyny SPAL 1:0, a w zwycięskiej ekipie wystąpili Thiago Cionek i Arkadiusz Reca.

Później Spadafora skrytykował decyzję władz Serie A. "Nie ma sensu narażania zdrowia piłkarzy i sędziów, tylko po to, żeby rozegrać mecz piłkarski. Tym bardziej, że sytuacja w kraju wyraźnie wskazuje na ryzyko" - powiedział.

Wcześniej do przerwania rozgrywek i zakończenia sezonu na tym etapie wzywał szef stowarzyszenia włoskich piłkarzy Damiano Tommasi. "Czy potrzebujecie czegoś jeszcze? Zatrzymajcie futbol! - napisał na Twitterze.

W niedzielnym szlagierze Juventus nie dał żadnych szans Interowi i wygrał na własnym stadionie 2:0. Całe spotkanie w bramce gospodarzy rozegrał Wojciech Szczęsny, a gole strzelili Walijczyk Aaron Ramsey (w 55. minucie) oraz Argentyńczyk Paulo Dybala (67.). Wygrana daje "Juve" powrót na pozycję lidera tabeli. Ma 63 punkty i o jeden wyprzedza Lazio Rzym. Inter ma 54 "oczka" i jest trzeci, ale ma też jedno zaległe spotkanie.

W pozostałych niedzielnych meczach Udinese zremisowało z Fiorentiną 0:0. W zespole gości bramki bronił Bartłomiej Drągowski, z kolei z ławki rezerwowych gospodarzy wydarzenia na boisku obserwował Łukasz Teodorczyk.

Trzecia w sezonie bramka Zlatana Ibrahimovica nie dała zwycięstwa Milanowi. Ekipa z Mediolanu uległa u siebie walczącej o utrzymanie Genoi 1:2. W drużynie gości od 63. minuty grał Filip Jagiełło. Z kolei Sampdoria Genua z Bartoszem Bereszyńskim i Karolem Linettym w składzie pokonała Veronę z Pawłem Dawidowiczen 2:1.

Na poniedziałek zaplanowany jest jeszcze mecz Sassuolo z Brescią. Na razie nie wiadomo, jakie spotkania odbędą się w kolejnych tygodniach i czy w ogóle do nich dojdzie.

W nocy z soboty na niedzielę włoskie władze podjęły decyzję o całkowitym zamknięciu północy kraju, w tym Lombardii i 11 prowincji. To właśnie w Italii jest najwięcej przypadków zakażenia koronawirusem w Europie. Zmarło już ponad 200 osób. Dlatego władze uważają, że sport obecnie ma drugorzędne znaczenie, ale trzeba zrobić wszystko, by choroba się dalej nie rozprzestrzeniała. Już wcześniej postanowiono, że wszystkie wydarzenia sportowe zaplanowane we Włoszech do 3 kwietnia odbędą się bez udziału publiczności. Niektóre zostały już odwołane, jak m.in. słynne kolarskie wyścigi Tirreno-Adriatico i klasyk Mediolan-San Remo. Na razie nie podano ich nowego terminu.