"Albicelestes" byli niepokonani od 36 spotkań. Ich liderem jest jeden z najlepszych piłkarzy w historii Lionel Messi, który w mundialu wystąpi po raz piąty i - jak sam zapowiedział - ostatni.

Reklama

Argentyna i Arabia Saudyjska grały na największej arenie katarskiego mundialu - Lusail Stadium, gdzie 18 grudnia odbędzie się finał.

Argentyna mecz rozpoczęła w takim składzie:

Messi już w 2. minucie spotkania mógł wpisać się na listę strzelców. Gwiazdor Paris Saint Germain miał doskonałą okazję, by wyprowadzić swój zespół na prowadzenie. Saudyjczyków przed stratą gola uratował bramkarz.

Reklama

Osiem minut później Messi już się nie pomylił. Kapitan reprezentacji Argentyny pewnie wykorzystał rzut karny.

Za takie przewinienie sędzia podyktował "jedenastkę", którą Messi zamienił na gola.

W 22. minucie Messi znów trafi do siatki, ale gol nie został uznany. Argentyńczyk był na spalonym. Taka sama sytuacja miała miejsce w 28. minucie. Tym razem piłkarzem, którego bramki nie zaliczono był Lautaro Martinez.

Ten sam zawodnik w 35. ponownie pokonał golkipera rywali, ale znów był na spalonym i gol nie został zaliczony.

Do przerwy wynik nie uległ zmianie. Argentyńczycy do szatni schodzili z jednobramkowym prowadzeniem.

Tuż po wznowieniu gry szok. Piłkarze z Arabii Saudyjskiej doprowadzili do remisu. To był pierwszy strzał Saudów na argentyńską bramkę i od razu okazał się on zabójczy.

Na tym nie koniec. Arabia Saudyjska poszła za ciosem i w 52. minucie objęła prowadzenie.

Argentyńczycy do ostatniego gwizdka sędziego zaciekle atakowali. Nie to nie dało. Ofiarnie broniący się Saudyjczycy nie dali sobie strzelić gola i tym samym mamy pierwszą sensację na mundialu w Katarze.

Skazywani na porażkę piłkarze z Arabii Saudyjskiej pokonali faworyzowaną drużynę z Ameryki Południowej 2:1.