Polki zafundowały ponad dwutysięcznej widowni prawdziwy horror, trwający ponad dwie i pół godziny. Pojedynek zakończył się szczęśliwie dla gospodyń, które w niedzielę (początek, godz. 20.30) czeka jedno z najważniejszych spotkań w ostatnich latach. Jeśli wygrają z Serbią, to wystąpią w turnieju olimpijskim w Tokio. W przypadku niepowodzenia, będą miały jeszcze drugą szansę na wywalczenie kwalifikacji - w turnieju kontynentalnym.

W pierwszym secie gospodynie długo nie mogły wejść na swój poziom, a gdy już zagrały dwie, trzy udane akcje z rzędu, seryjnie popełniały proste błędy. Niezbyt udany początek zanotowała Magdalena Stysiak, która w piątek w spotkaniu przeciwko Portoryko z powodu urazu stawu skokowego szybko opuściła parkiet. W sobotę też została szybko zmieniona, ale z innego powodu – w bardzo krótkim okresie popełniła trzy błędy w ataku i jej miejsce zajęła Natalia Mędrzyk.

Polski zespół warunkami fizycznymi wyraźnie przewyższały rywalki, ale na boisku tego nie był widać. Podopieczne Jacka Nawrockiego miały spore kłopoty z zatrzymanie ataków rywalek, które przy dobrym przyjęciu, potrafiły grać bardzo szybko. Azjatki imponowały też niesamowitym poświęceniem w obronie, co zresztą jest charakterystyczne dla drużyn z tego kontynentu. Nie było dla nich straconych piłek, dlatego niektóre wymiany ciągnęły się w nieskończoność.

Wynik przez niemal całą partię oscylował wokół remisu. W końcówce seta nie myliła się już Klaudia Alagierska, Malwina Smarzek-Godek, a decydujący punkt zdobyła z przechodzącej piłki Martyna Grajber.

Podobnie wyglądała druga odsłona, choć w pewnym momencie wydawało się, że biało-czerwone mają już kłopoty za sobą, ale przy prowadzeniu 14:12 gra Polek posypała. W ogóle nie funkcjonował blok – w dwóch setach gospodynie zdobyły zaledwie dwa punkty w tym elemencie. Trener Jacek Nawrocki szukał optymalnego rozwiązania na środku siatki, ale nie przynosiło to efektu.

Tajlandki jeszcze przed drugą przerwą techniczną wyszły na prowadzenie i uzyskały kilku punktową przewagę, której przypilnowały do samego końca.

W trzeciej partii biało-czerwone prowadziły 17:14 i znów pojawiła się niewytłumaczalna niemoc. Azjatki w ataku wykorzystywały nie siłę, ale spryt - skutecznie obijały blok lub posyłały plasy pod końcową linię boiska. Tajlandia prowadziła 21:19, jednak w końcówce Malwina Smarzek-Godek przypomniała swoje najlepsze momenty z ostatniej edycji Ligi Narodów i znów na tablicy pojawił się remis.

Polki miały setbola, lecz po chwili to Tajlandia znów wygrywała. Sporo pracy mieli sędziowie od wideoweryfikacji, bowiem niemal każda akcja była sprawdzana. Przy stanie 27:26 mierząca zaledwie 178 centymetrów Chatchu-On Moksri skutecznie obiła ręce polskich zawodniczek i Tajlandki objęły prowadzenie 2:1.

Kolejny horror Polki zafundowały w czwartym secie, który o mały włos, a przegrałyby na własne życzenie. Wreszcie poprawiły grę w bloku Prowadziły 20:15, potem seryjnie traciły punkty i rywalki doprowadziły do remisu (23:23). Na szczęście dla biało-czerwonych Moksri zepsuła zagrywkę, a w kolejnej akcji fantastyczną obroną popisała się Paulina Maj-Edrwardt, a w ostatniej akcji nie pomyliła się Mędrzyk.

W tie-breaku Polki lepiej zagrały zagrywką, kilkakrotnie zapunktowały blokiem i od stanu 9:9 dominowały już na parkiecie.

Polska – Tajlandia 3:2 (25:23, 22:25, 26:28, 25:23, 15:11)
Polska: Joanna Wołosz, Klaudia Alagierska, Zuzanna Efimienko-Młotkowska, Magdalena Stysiak, Martyna Grajber, Malwina Smarzek-Godek, Maria Stenzel (libero) – Natalia Mędrzyk, Paulina Maj-Erwardt (libero), Agnieszka Kąkolewska, Martyna Łukasik, Katarzyna Zaroślińska-Król, Kamila Witkowska, Marlena Pleśnierowicz
Tajlandia: Pompun Guedpard, Thatdao Nuekjang, Pleumjit Thinkaow, Onuma Sittirak, Chatchu-On Moksri, Malika Kanthong, Pyianut Pannoy (libero) - Nootsara Tomkom, Wanitc Luangtonglang, Yupa Sanitklang (libero), Wilavan Apinyapong