Polska - Niemcy 3:1 (26:24, 25:16, 25:21, 25:27).

Reklama

Polska: Maciej Muzaj, Norbert Huber, Bartosz Bednorz, Aleksander Śliwka, Piotr Nowakowski, Marcin Komenda, Paweł Zatorski (libero) oraz Michał Kubiak, Dawid Konarski, Artur Szalpuk, Jan Nowakowski, Karol Kłos, Grzegorz Łomacz, Damian Wojtaszek (libero).

Niemcy: Christian Fromm, Linus Weber, Anton Brehme, Marcus Boehme, Johannes Tille, Moritz Reichert, Tim Stoehr (libero) oraz Ruben Schott, Jan Zimmerann, Lukas Maase, Moritz Karlitzek, Simon Hirsch, Tobias Krick, Florian Krage, Julian Zenger (libero).

W środę podopieczni trenera Vitala Heynena zainaugurowali swoje tegoroczne występy. Był to też pierwszy międzynarodowy mecz siatkarski po przerwie związanej z pandemią.

Szkoleniowiec Polaków jeszcze na początku lipca zapowiadał, że w sparingach będzie mocno rotował składem. W pierwszym występie po dwóch setach wymienił niemal całą drużynę - na boisku został tylko Norbert Huber. W czwartek w podstawowej "szóstce", w porównaniu z tą z poprzedniego dnia, znów pojawił się środkowy PGE Skry Bełchatów, a także Maciej Muzaj. Poza tym wyjściowy skład uzupełniło kilku zawodników, którzy w pierwszym spotkaniu zaprezentowali się od trzeciej partii oraz Aleksander Śliwka i Piotr Nowakowski, dla których był to pierwszy w tym sezonie występ w kadrze. Z trybun poczynania kolegów oglądali zaś tym razem m.in. Wilfredo Leon i Bartosz Kurek.

W pierwszych akcjach w ofensywie popis dali środkowi z obu ekip. Po kontrze w wykonaniu Śliwki gospodarze wypracowali prowadzenie 6:3. Goście zdołali doprowadzić do remisu 8:8, a potem do końca tej odsłony trwała dość wyrównana rywalizacja, w czym udział miał Moritz Reichert, od nowego sezonu przyjmujący Trefla Gdańsk. W końcówce zespół Andrei Gianiego popełniał sporo błędów, ale biało-czerwoni nie wykorzystali dwóch piłek setowych i do wyłonienia zwycięzcy tej partii potrzebna była gra na przewagi. Decydujący punkt blokiem zdobył Bartosz Bednorz.

Przyjmujący Zenita Kazań dobrą passę kontynuował na początku kolejnej odsłony, gdy na jej otwarcie znów zatrzymał jednego z rywali. Przewaga mistrzów świata rosła (5:1, 12:6), a dobrze spisujący się w środę Linus Weber tym razem miał słabszy dzień i został zastąpiony na ataku przez Lukasa Maase. Na nic się nie zdała przerwa na życzenie trenera Niemców - biało-czerwoni kontrolowali przebieg tej partii i pewnie zapisali ją na swoim koncie.

Tak jak dzień wcześniej, Heynen przed trzecim setem dokonał dużych zmian - tym razem dotyczyło to jednak całego składu. Na boisku pojawił się wówczas m.in. kapitan Michał Kubiak. Tego dnia na podobny ruch wówczas zdecydował się Giani. Niemal przez dały czas gospodarze utrzymywali trzy- lub dwupunktowe prowadzenie, choć w połowie tej odsłony brązowi medaliści MŚ z 2014 roku doprowadzili na chwilę do remisu (12:12, 14:14). Po stronie Polaków wciąż dobrze funkcjonował blok, teraz za sprawą Jana Nowakowskiego i Karola Kłosa. Pierwszy z nich dołączył do drużyny już w trakcie treningów z Zielonej Górze przed pierwszym meczem w związku z urazem barku Jakuba Kochanowskiego. Punkt gwarantujący zwycięstwo w tym pojedynku zdobył Kubiak.

Spotkanie jednak się nie zakończyło, bo szkoleniowcy w przypadku obu meczów w Zielonej Górze umówili się na rozegranie co najmniej czterech partii. W ostatniej części spotkania przez dłuższy czas gracze z obu zespołów licytowali się na siłę zagrywki i ataku. Kapitan Polaków zaskoczył zbiciem lewą ręką, po którym jego zespół wygrywał 7:5. Za sprawą skutecznych serwisów Simona Hirscha goście odrobili straty (16:16), a dzięki akcji w ofensywie Maase wyszli na prowadzenie 18:16. Biało-czerwoni obronili jeszcze trzy piłki setowe, ale Niemcy byli zdeterminowani, by zapisać na swoim koncie choć honorową odsłonę. Udało im się to, gdy zablokowali Dawida Konarskiego. Oba spotkania w Zielonej Górze odbyły się bez udziału publiczności.

Polaków w tym roku nie czeka żadna rywalizacja o stawkę. Z powodu koronawirusa igrzyska w Tokio przełożono na przyszły rok i odwołano tegoroczną edycję Ligi Narodów. W tym sezonie rozegrają jeszcze dwa spotkania kontrolne z Estończykami, których podejmą w Łodzi w niedzielę i poniedziałek.