Nie będzie piątego meczu finału o mistrzostwo Polski. Zespół Chemika Police wykorzystał atut własnej hali i zdobył swój dziewiąty tytuł w historii, a siódmy w ostatnich ośmiu latach. Developres Rzeszów na pierwszy tytuł jeszcze musi poczekać.

Reklama

Takie finały długo będą rozpamiętywane przez kibiców żeńskiej siatkówki. Nigdy w ostatnich latach rywalizacja nie była aż tak zacięta. Trzy pierwsze mecze zakończone zostały tie-breakami z wynikiem 15:13 wyłaniającym zwycięzcę. Dwa z nich wygrał Chemik i to on był przed czwartym spotkaniem w uprzywilejowanej sytuacji. Jednak wiadomo było, że rzeszowianki się nie poddadzą. Nie po to po raz kolejny przejechały 800 kilometrów na Pomorze Zachodnie.

„Wiemy o sobie wszystko. Taktyki nie ma co zmieniać” – mówił PAP dzień przed meczem drugi trener Chemika Marek Mierzwiński.

Jednak zmian – w porównaniu ze spotkaniem sprzed tygodnia - było sporo. Zwłaszcza w zespole gospodyń. Trener Ferhat Akbas do wyjściowej szóstki wysłał Martynę Łukasik, a oprócz niej Agnieszkę Kąkolewską i Olgę Strantzali zostawiając w kwadracie rezerw Natalię Mędrzyk, Indy Baijens oraz Martynę Grajber. Z kolei Stephane Antiga zamiast Juliette Fidon-Lebleu postawił na przyjęciu Aleksandrę Lazic. I obaj szkoleniowcy trafili ze zmianami. Łukasik zagrała na wysokim poziomie, Strantzali zdobyła decydujące punkty w pierwszym secie, Kąkolewska grała czujnie w bloku, a Lazic była drugą siłą na skrzydłach Developresu.

Przyjezdne od początku dały sygnał do ataku. Grały agresywnie w ofensywie, a do tego ofiarnie w obronie. Toteż pierwsze połowy dwóch premierowych partii wyglądały bliźniaczo. To właśnie Developres osiągał kilkupunktowe prowadzenie. Na siatce brylowała Kiera Van Ryk, a wspierała ją w ataku Lazic. To właśnie po atakach Serbki Developres prowadził 17:13 w premierowym secie. Jednak Jovana Brakocevic-Canzian krzyknęła do rozgrywającej Marleny Kowalewskiej "do mnie" i trzy minuty później był remis po 17, a chwilę później Łukasik wypracowała dwupunktowe prowadzenie gospodyniom. Chemik już go nie oddał.

Rywalki odpłaciły się w drugiej partii. Wprawdzie dały się dogonić Chemikowi na 22:22, ale w końcówce popis gry blokiem i atakiem dała Lazic i zrobiło się 1:1.

W trzecim secie miejscowe szybciej objęły prowadzenie, ale zwykle wahało się ono w okolicy dwóch punktów. Piłkę setową zdobyła Brakocevic-Canzian, ale wcześniej piłkę wybroniła nogą rezerwowa Natalia Mędrzyk. To była akcja meczu.

Prowadzenie w setach wprowadziło chemiczki w stan euforii, który przełożył się na finezyjną grę w czwartej odsłonie. Z kolei przyjezdne zaczęły popełniać sporo błędów w przyjęciu zagrywki i wyprowadzaniu ataków. Efekt? Wynik: 7:2, 11:5, 14:6, 18:8. Takiej przewagi siatkarki z Polic nie mogły roztrwonić. Piłkę na wagę tytułu zdobyły blokiem zatrzymując na siatce tę, która była dla nich najgroźniejsza – Kierę Van Ryk.

Grupa Azoty Chemik Police – Developres SkyRes Rzeszów 3:1 (25:23, 23:25, 25:22, 25:15)
Grupa Azoty Chemik Police: Marlena Kowalewska, Olga Strantzali, Agnieszka Kąkolewska, Jovana Brakocevic-Canzian, Martyna Łukasik, Sinead Jack Kisal - Paulina Maj-Erwardt (libero) - Martyna Grajber, Paulina Bałdyga, Natalia Mędrzyk
Developres SkyRes Rzeszów: Marta Krajewska, Jelena Blagojevic, Zuzanna Efimienko-Młotkowska, Kiera Van Ryk, Aleksandra Lazic, Anna Stencel - Daria Przybyła (libero), Aleksandra Krzos (libero) - Juliette Fidon-Lebleu, Magdalena Grabka, Aleksandra Rasińska, Anna Kaczmar