Radwańska ma przed sobą już tylko dwa planowane starty w tym sezonie - w rozpoczynającym się 17 września turnieju w Seulu, a potem w Pekinie. To drugi z rzędu nieudany rok pochodzącej z Krakowa tenisistki, która zmaga się ze spadkiem formy i częstymi kłopotami zdrowotnymi. Po ostatnich kolejnych trudnych tygodniach kibice 29-letniej zawodniczki zaczęli się obawiać, że może już nie przystąpić do kolejnego sezonu i wybrać zamiast tego zakończenie kariery.
- zastrzegła podczas Narodowego Dnia Tenisa w Warszawie.
Podopieczna Tomasza Wiktorowskiego jest obecnie 48. w rankingu WTA, ale po przegraniu meczu otwarcia w US Open w poniedziałek spadnie na 59. pozycję. Przy kolejnym pogorszeniu notowań w niektórych zawodach groziłaby jej konieczność udziału w kwalifikacjach.
- zaznaczyła.
Radwańska podkreśliła, że nie zamierza przy kolejnych startach stosować półśrodków.
- przekonywała.
Polka odniosła się także do kontrowersji, jakie miały miejsce w sobotnim finale kobiecego singla w wielkoszlemowym US Open. Słynna Serena Williams dostała od sędziego ostrzeżenie za udzielanie jej wskazówek przez trenera. To bardzo wzburzyło Amerykankę, która kilkakrotnie kierowała pretensje w stronę sędziego. Kolejne ostrzeżenie dostała za zniszczenie rakiety, a następne za obrażanie go. Druga kara skutkowała punktem dla Naomi Osaki, a trzecia gemem dla Japonki, która dzięki temu w drugiej partii wyszła na prowadzenie 5:3. Azjatka wygrała ostatecznie 6:2, 6:4.
- stwierdziła Radwańska.
Przyznała też, że podczas spotkań często zdarzają się różne podpowiedzi od trenerów czy nawet gesty, bo słów nieraz nawet nie słychać ze względu na hałas panujący wokół kortu.
- podsumowała.
Jak dodała, sama nie miała wielu takich sytuacji, by otrzymać ostrzeżenie za udzielanie jej przez trenera wskazówek.
- podkreśliła.
Pochwaliła też Osakę, której triumf został przyćmiony przez kontrowersje z udziałem Williams.
- wyliczała krakowianka.