Hurkacz w poniedziałkowym meczu trzeciej rundy wyeliminował rozstawionego z "szóstką" Denisa Shapovalova, a dzień później odprawił innego Kanadyjczyka Milosa Raonica (12.). Polak nie krył, że te zwycięstwa dodały mu pewności siebie. Przydała mu się ona w czwartek, gdy po raz dziewiąty w karierze przyszło mu się zmierzyć z Tsitsipasem.

Reklama

Zajmujący 37. miejsce w światowym rankingu wcześniej bowiem tylko raz - w drugiej rundzie turnieju w Montrealu w 2019 roku - zdołał wygrać z piątym w tym zestawieniu Grekiem. Większość ich konfrontacji była zacięta, ale kończyła się zazwyczaj korzystnie dla gracza z Aten.

Teraz ponownie stoczyli wyrównany pojedynek - po raz czwarty z rzędu do wyłonienia zwycięzcy potrzebny był trzeci set. Przebieg pierwszej partii nie zapowiadał końcowego sukcesu wrocławianina. Zaczął ją od straty podania, a w końcówce jego przeciwnik popisał się drugim przełamaniem. Hurkacz nie rezygnował z walki, ale nie miało to przełożenia na wynik. W czwartym gemie nie wykorzystał on trzech "break pointów".

Optymizmem kibiców Polaka nie napełnił także początek kolejnej odsłony, w której również na otwarcia przegrał własnego gema serwisowego. Tym razem jednak, przegrywając 0:2, odrobił od razu stratę, a następnie to on był górą zarówno jeśli chodzi o uchronienie się przed "breakiem", jak i wykorzystanie szansy na przełamanie. To na wagę zwycięstwa w tym secie zanotował przy własnym prowadzeniu 4:3.

Dobry serwis Polaka

W tej części spotkania Hurkacz wrócił do dobrej dyspozycji serwisowej, która była jego ważną bronią we wcześniejszych meczach na Florydzie. Dobrą passę pod tym względem kontynuował także w decydującej partii. Przed jej rozpoczęciem na korcie pojawił się supervisor. Sędzia prowadzący to spotkanie tłumaczył oficjelowi, że dał ostrzeżenie Grekowi za opóźnianie wznowienia gry.

Na początku trzeciej odsłony obaj zawodnicy skutecznie pilnowali własnego podania. Przełomowy okazał sią piąty gem, który padł łupem zawodnika z Wrocławia. Następnie zaś wyszedł z opresji, broniąc się przed przełamaniem. Faworyt nie zdołał już odrobić straty i mecz po dwóch godzinach i 20 minutach zakończył się triumfem Polaka.

24-letni Hurkacz posłał tego dnia 15 asów, o osiem więcej niż jego młodszy o rok przeciwnik. Znacznie lepiej prezentował się też pod względem uderzeń wygrywających (41-22), miał zaś podobną liczbę niewymuszonych błędów (35-33).

Poprzednio ci dwaj zawodnicy rywalizowali na początku marca w 1/8 finału w Rotterdamie.

Jak wynika ze statystyk na stronie ATP, wrocławianin wygrał w czwartek 60. mecz. Na koncie ma taką samą liczbę porażek.

Czas na Rublowa

Kolejnym przeciwnikiem Hurkacza będzie rozstawiony z czwórką Rosjanin Andriej Rublow, który pokonał w ćwierćfinale Amerykanina Sebastiana Kordę 7:5, 7:6 (9-7)

Drugą parę utworzą Hiszpan Roberto Bautista Agut (7.) i Włoch Jannik Sinner.

Bardzo udany występ w Miami zagwarantował Hurkaczowi jak na razie premię w wysokości 93 tysięcy dolarów. Niezależnie od końcowego wyniku Polak w poniedziałek powinien awansować na najwyższe w karierze miejsce na światowej liście. W wirtualnym zestawieniu obecnie sklasyfikowany jest na 27. pozycji.

Reklama

Hurkacz rywalizował na Florydzie także w deblu - w parze z Kanadyjczykiem Felixem Auger-Aliassimem odpadł w drugiej rundzie.