Przed spotkaniem z Kazachstanem piłkarz reprezentacji Polski przeżył osobistą tragedię - we wtorek zmarł jego ojciec Zbigniew. Pamięć taty Marcina uczczono minutą ciszy, a koledzy "Wasyla" zagrali z czarnymi opaskami na rękawach. "W grupie z chłopakami czas szybciej biegnie, łatwiej się pozbierać. Koledzy z drużyny dodawali mi otuchy cały czas. To jest coś fantastycznego" - powiedział "Faktowi" obrońca Anderlechtu.

Wydawało się, że Wasilewski, znany z bardzo mocnego charakteru, zagra z Kazachami od pierwszej minuty. Leo Beenhakker wprowadził go jednak na boisko w drugiej połowie, kiedy kontuzji doznał Michał Żewłakow. "Rozmawialiśmy z trenerem i doszliśmy do wniosku, że dobro drużyny jest najważniejsze. Dlatego nie grałem w pierwszej połowie. Moje ambicje się nie liczyły, ważne było tylko dobro zespołu" - tłumaczył piłkarz po meczu.