"Karna degradacja Arki nie jest dla mnie niespodzianką. Gdynianie i tak mogą być szczęśliwi, że za to, co robili, zostali wyrzuceni do II ligi, a nie niżej. To łagodna kara, niewspółmierna do win klubu" - mówi "Faktowi" Aaran Lines, były piłkarz Arki, który już trzy lata temu przyznał, że w Polsce piłce na dużą skal kupuje się mecze.

Reprezentant Nowej Zelandii był pierwszym piłkarzem, który publicznie powiedział o korupcji w polskiej lidze. W maju 2004 roku Lines wyznał w "Fakcie" prawdę o Arce. O tym, jak klub kupował sobie utrzymanie w II lidze. O tym, jak przekupywał sędziów.

"Jako obcokrajowiec na początku nie wiedziałem, o co chodzi. Podobnie jak młodzi zawodnicy. Ale szybko zorientowałem się we wszystkim. Byłem zmuszany do tego, żeby być częścią tego korupcyjnego przedsięwzięcia. Pieniądze z moich wypłat szły na kupowanie sędziów. Wreszcie odmówiłem i szybko odszedłem z Arki. A teraz słyszę, że klub został ukarany. Tyle że degradacja do drugiej odjęcie pięciu punktów to niska kara" - wspomina Nowozelandczyk.

Lines grał na kilku kontynentach, ale takiej korupcji w futbolu, jak w Polsce, nie spotkał jednak w żadnym innym kraju. "Skala handlowania meczami w polskiej piłce była straszna, szczególnie w drugiej lidze. Najważniejsze jednak, że policja i prokuratura zabrały się do pracy. Wasz futbol musi zostać oczyszczony. Ja się cieszę, że razem z <Faktem> pomogłem w walce z oszustami" - mówi Aaran, który występuje teraz w USA.

"Pod koniec roku kończy mi się kontrakt. Jeśli pojawi się dobra oferta... z Polski, to skorzystam. Macie wielu fantastycznych kibiców, a ja - wielu przyjaciół w waszym kraju, jak choćby Damiana Gorawskiego" - dodaje Lines.