Zostaje pan w tym PAOK czy odchodzi? W Grecji aż huczy od plotek na pański temat.
25 maja mam ostatni trening w Salonikach i chciałbym, żeby do tego czasu moja przyszłość się wyjaśniła. Za dwa miesiące kończy mi się kontrakt, czekam na nową ofertę z klubu. Poważnie ją rozważę. Jeśli będzie słaba, mogę odejść. Mam niezłą propozycję z jednego z zagranicznych zespołów.

Którego?
Na pewno nie polskiego. Nie zdradzę panu, proszę wybaczyć.

Podobno interesuje się panem niemiecki VfL Bochum. Pan już raz próbował sił w Bundeslidze, ale nie ma chyba najlepszych wspomnień z gry w Borussi Moenchengladbach. Chciałby pan do Niemiec wrócić?
Bundesliga to jest marka i każdy chciałby tam grać. Słyszałem coś o zainteresowaniu Bochum. Wiem nawet, że obserwował mnie wysłannik trenera Marcela Kollera. Ale do żadnych konkretnych rozmów jeszcze nie doszło. Na razie mogę tylko zdradzić, że za dwa lata wracam do Warszawy. Grecja jest piękna, ale mój dom jest gdzie indziej.

I co pan będzie robił w stolicy?
Szkolił młodzież. Jestem niezły technicznie, więc mogę uratować kilku chłopców od zostania sportowymi kalekami, które nie potrafią przyjąć piłki ani prawą, ani lewą nogą.

Nie lepiej osiąść w Salonikach na stałe? Ludzie proszą tu pana o autografy na każdym kroku, jest pan w tym mieście prawdziwą gwiazdą.
I mam morze pod nosem. Właśnie stoję sobie po kostki w wodzie i się opalam. Odpoczywam po dziesięciu miesiącach niesamowitej harówki. Mówię panu, prawdziwa bajka (śmiech). A poważnie -- w Salonikach najchętniej zostałbym na dwa kolejne lata. Niedługo żona urodzi drugą córkę, nie chcę więc pakować tobołków i robić wielkiej przeprowadzki do innego kraju. Zależy mi na stabilizacji.

O którą ciężko w zadłużonym po uszy klubie...
Nie jest tak źle. Ostatnio wypłacono mi wszystkie zaległe pieniążki. Z głodu nie umrę. Szkoda tylko, że PAOK nie zakwalifikował się do Pucharu UEFA. Przyszedłem do tego klubu z Iraklisu właśnie po to, by grać w pucharach. Tymczasem rok temu nie pozwolili nam w nich wystąpić z powodu problemów finansowych, a teraz byliśmy za słabi sportowo. Dramat.

A będzie jeszcze gorzej, bo greckie gazety piszą, że karierę zakończył najlepszy pomocnik klubu, dawna gwiazda kadry Theodoris Zagorakis.
Z nim jest tak, jak z ciśnieniem - cały czas się waha, czy zawiesić buty na kołku, czy nie. Ja namawiam go, by został. W końcu to jedyny piłkarz w klubie, który potrafi zagrać dobrą, prostopadłą piłkę. Bez jego podań to już w ogóle nie będę miał szansy na walkę o koronę króla strzelców, którą przegrałem w tym sezonie.

Taka porażka musi chyba boleć?
No, uwiera mnie troszkę, uwiera. Szczególnie, że w pierwszych ligach, polskiej, greckiej i niemieckiej, strzeliłem łącznie 99 goli.

Szkoda, że już nie postrzela pan sobie w kadrze...
Szczerze? Już parę miesięcy temu pogodziłem się z faktem, że umarłem dla reprezentacji, że nikt mnie w niej nie potrzebuje. Ale spoko, mogę być kibicem Polski. Na pewno nie przepuszczę żadnego meczu kadry i będę ją żywiołowo dopingował.

Zapytam raz jeszcze - zostaje pan w PAOK czy nie?
Za dwa tygodnie wracam do Warszawy. Mam nadzieję, że przywiozę z Grecji nie tylko ładną pogodę, ale i nowy, piękny kontrakt (śmiech).