Piąte miejsce w lidze, Puchar Polski, Puchar Ekstraklasy i jeszcze nowy kontrakt w Wiśle Kraków. Ostro idzie pan w górę...
Jeśli wszystkie formalności zostaną dopełnione, w tym tygodniu wyjaśni się gdzie będę pracować. Jeśli nie, czekają mnie wakacje i wyjazd do Bad Ragaz w Szwajcarii, aby obserwować zgrupowanie Liverpoolu.

Niech pan nie żartuje. Ma pan już kontrakt z Wisłą w kieszenii...
Skoro pan wie, to po co pyta? Pożegnałem się już w Dyskobolii, tyle mogę potwierdzić.

Gdyby jednak miał pan objąć klub z Krakowa... Nie bałby się pan, że straci pracę po kilku miesiącach. Tak jak wcześniej Engel, Petrescu, Okuka, Nawałka?
Rzeczywiście patrząc na to jak traktowano ostatnich trenerów w Wiśle, można czuć pewien dyskomfort. Z tym, że teraz w tym klubie pracują ludzie, którzy bardzo chcą stworzyć drużynę liczącą się w Polsce i w Europie. Klub ma zostać radykalnie przekształcony, trenerzy też będą mieli większą stabilność. Podoba mi się przedstawiana wizja. Podjąłbym się takiego wyzwania.

Ma pan swoje pięć minut, czy w ostatnim czasie zrobił pan ogromne postępy jako trener?
Wykonuję specyficzny zawód. Tu bardziej niż gdzie indziej liczy się znalezienie w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie. Nie uważam abym był teraz jakimś zdecydowanie lepszym trenerem niż parę lat temu, kiedy pracowałem w Amice Wronki. Ale cały czas się intensywnie uczę, mam ogromną potrzebę zdobywania piłkarskiej wiedzy i świadomość tego jak dużo nauki przede mną.

Niech pan nie będzie taki skromny...
Ok, już nie patrzę tak bezkrytycznie na to, co robią trenerzy na Zachodzie. Pracując we Wronkach byłem zafascynowany tym, co proponował Carlo Ancelotti w Milanie. Na siłę forsowałem ustawienie drużyny w systemie 4-3-3. Teraz już wiem, że nie wszystko, co dobre i skuteczne w jakiejś drużynie, sprawdza się w innej. Mam więcej trenerskiego rozsądku.

Michniewicz i Skorża. Dwóch trenerów młodego pokolenia, którzy robią furorę w polskiej piłce. Jest między wami nutka rywalizacji?
Szczerze Cześkowi gratuluję i cieszę się, że taki sukces osiągnął mój kolega, którego znam z dawnej pracy we Wronkach. Porównywanie nas nie ma jednak sensu. Przede wszystkim dlatego, że jesteśmy zupełnie innymi ludźmi. Mamy inne charaktery, temperamenty.

Na Michniewicza mówi się polski Mourinho, pan może być polskim Ancelottim...
Mnie fascynował ten Milan Ancelottiego sprzed dwóch lat. Teraz wolę Liverpool i Rafę Beniteza. Moim zdaniem to jest najmądrzej grająca drużyna w Europie, doskonale zorganizowana, świetna taktycznie. Kibicuję im także z racji tego, że byłem tam na stażu i zamierzam wybrać się ponownie.

Zbigniew Drzymała należy do prezesów nieznoszących sprzeciwu. Fakt, że tak łatwo dał panu wolną rękę jest sporym zaskoczeniem...
Pan Drzymała początkowo niezbyt chętnie odnosił się do moich planów. Ale jednak się zgodził i chcę mu za to podziękować. Zrozumiał, że otwiera się przede mną nowy rozdział i nie zamykał mi drogi. Cieszę się, że rozstaliśmy się w tak dobrej atmosferze. Grodzisk zawsze będę wspominał jako miejsce gdzie udało mi się odnieść pierwsze trenerskie sukcesy.

Co było do nich kluczem? Przecież tuż przed końcem rundy jesiennej, słabą drużynę Dyskobolii przejął trener bez większego doświadczenia?
Przede wszystkim zawodnicy. Dali się namówić do niezwykle ciężkiej pracy zimą. To była harówka fizyczna i umysłowa. Dziesiątki godzin analiz, treningów. Zauważyłem z ich strony ogromną wolę doskonalenia się, chęci zmiany opinii drużyny, która nie potrafi wygrywać. Może to banał, ale ta ciężka praca przyniosła taki fajny efekt.

Jest pan zwolennikiem ciężkich treningów?
Raczej rzetelnej pracy. Cudów nie ma. Zakładaliśmy walkę na wszystkich frontach o wszystko, co możliwe. Dlatego w dobrej formie musieliśmy być jeszcze pod koniec maja. Jeżeli chcesz grać dobrze w maju, to musisz się do tego mocno przygotować już zimą.

Zdołał pan wpłynąć na zawodników grających w niewielkim Grodzisku. Specyfika pracy w takich klubach jak Legia czy Wisła jest jednak zupełnie inna. W dużym mieście może być panu trudniej.
Zdaję sobie z tego sprawę. Ale przed podjęciem pracy w Grodzisku też mnie ostrzegano. Mówiono mi, że ta drużyna to zlepek indywidualności, nie zawsze podchodzących do swoich obowiązków z należytym zaangażowaniem. Cieszę się, że wspólnie obaliliśmy te wszystkie stereotypy. Jestem gotowy na nowe wyzwanie.