"Na ostatnim posiedzeniu zarząd związku przegłosował przełożenie daty wyborów o rok. Działacze PZPN umówili się jednak między sobą, żeby tego faktu nie nagłaśniać" - ujawnia eurodeputowany.

"Działacze PZPN postanowili wykorzystać bezkrólewie w Ministerstwie Sportu i przesunęli datę wyborów. A chyba nie trzeba mówić, że z tak ważną decyzją elegancko byłoby zaczekać na nowego ministra. A tak zostanie on postawiony przed faktem dokonanym. To tak, jakby odchodzący minister podejmował jeszcze decyzję o obsadzie ważnych stanowisk w spółkach Skarbu Państwa" - porównuje Czarnecki.

Po dymisji ministra Tomasza Lipca zdecydowanie poprawiły się nastroje wśród związkowych działaczy. Do tego stopnia, że na ostatnim, wtorkowym posiedzeniu zarządu działacze żartowali między sobą, że obrady powinny rozpocząć się od... minuty ciszy poświęconej byłemu ministrowi.

Wielu ma jednak wątpliwości, czy termin wyborów w 2008 roku uda się dotrzymać. "Przecież wybory najpierw miały odbyć się w grudniu, ale 2006 roku. A potem to już była cyrkowa żonglerka datami. Słyszałem ich co najmniej kilka i ja już w żadne daty wyborów nie wierzę" - mówi DZIENNIKOWI Czarnecki.