Za ustawianiem spotkań Zagłębia stała wąska grupa decyzyjna, która kupowała mecze w porozumieniu z trenerem i jego asystentem. Znajduje to potwierdzenie w materiałach zebranych przez prokuraturę. Tochel jednak zaprzecza, jakoby miał należeć do tej grupy. "Najlepszym potwierdzeniem niech będzie fakt, że mnie już w klubie nie było, a korupcja była nadal. Sam, na wyraźną prośbę zawodników, przekazałem kopertę obserwatorowi tylko raz, ale nie powiem, po jakim meczu. Brzydzę się tym... Prokuratura nie wiedziała o tym przypadku, więc ten zarzut nie obciąży mojego konta" - podkreśla w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" trener.

Szkoleniowiec twierdzi, że za ustawianiem większości meczów stali sami piłkarze. Michał Tomczak, przewodniczący WD, stwierdził w niedzielnym programie w TVN24, że na czele piramidy stał zawodnik, który dziś ociera się o reprezentację. Z tej wypowiedzi jasno wynika, że Tomczak myślał o Mariuszu U., dziś piłkarzu GKS-u Bełchatów.

Tochel zapewniam, że nigdy nie namawiał żadnego z piłkarzy do ustawienia meczu. Przyznaje jednak, że akceptował ten proceder. "O tym, że mecz jest kupiony, dowiadywałem się najczęściej po ostatnim gwizdku. Przychodził wtedy do mnie wyznaczony przedstawiciel drużyny po "składkę na sędziego". Zdarzyło się dwa, trzy razy, że o tym, iż mecz jest kupiony, wiedziałem jeszcze przed spotkaniem. Prosiłem wtedy, żeby zostało to między mną i wtajemniczonymi piłkarzami. Nie chciałem wyjść na idiotę przed resztą drużyny i motywować zespół do walki przed ustawionym meczem" - mówi "Gazecie Wyborczej" Tochel.

Jak mówi były trener Zagłębia, nieraz pytał swoich piłkarzy: "Po co to robicie, przecież i tak jesteśmy lepsi". Teraz przypuszczam, że chcieli mieć pewność, bo wynik obstawili w zakładach bukmacherskich. Dochodziło do tego, że piłkarze proponowali zrzutkę na sędziego nawet po czystym meczu. "Bo w przyszłości może nam być potrzebny" - tłumaczyli mi.

Tochel przypuszcza, że piłkarze Zagłębia nie tylko kupowali mecze, ale i sprzedawali. On sam przysięga na życie swoich najbliższych, że za żadnym takim meczem jako trener nie stał. "Jeden z doświadczonych szkoleniowców powiedział mi kiedyś, że piłkarze są jak prostytutki - na koniec sprzedadzą siebie i trenera. Dziś się pod tym podpisuję. Zdarzało się, że prezes Giancarlo Motto pytał mnie, skąd te dziwne serie porażek, i nie wiedziałem, co mu odpowiedzieć..." - wspomina na łamach "Gazety Wyborczej" szkoleniowiec.

Wciąż nie wiadomo, czy Zagłębie wyleci z ligi. Klub miał duży udział w aferze korupcyjnej. Handlował meczami na potęgę. Prokuratura we Wrocławiu przekazała Wydziałowi Dyscypliny PZPN dowody na nielegalne praktyki Zagłębia, ale działacze nie podjęli decyzji, co zrobić z klubem. Dlatego klub wystartował w Orange Ekstraklasie, ale nie wiadomo, jak długo w niej pogra. Grozi mu degradacja.

Kara na pewno nie ominie Zagłębia, tylko nie wiadomo, jaka będzie jej wysokość. Tym Wydział Dyscypliny zajmie się w czwartek.