Boruca został przyłapany "na fajce" podczas krótkiego pobytu w Warszawie. Przez kontuzję nie mógł trenować z Celtikiem, więc wyrwał się na dwa dni do Polski. Kontuzja barku nie przeszkodziła mu w nocnych eskapadach po mieście. W gronie przyjaciół przyjemnie spędzał czas - donosi "Fakt".

Widać, że nocna "papierosowa kuracja" sprawiała mu wiele przyjemności. Wcześniej wpadł na stadion Legii, by przywitać się z trenerami i piłkarzami. W niedzielę rano Boruc wsiadł w samolot i poleciał do Szkocji, by z trybun oglądać pierwszy mecz Celticu w sezonie. Mistrzowie Szkocji niespodziewanie tylko zremisowali bezbramkowo z Kilmarnock.

"Chciałem pomóc drużynie przynajmniej obecnością na stadionie" - stwierdził Artur. Na trybunach już nie pokazywał się z papierosem w ręku. Nie czuł się tak swobodnie jak w Warszawie. Musi uważać, bo za takie wybryki grożą kary finansowe - pisze bulwarówka.

Zależy mu też, by jak najszybciej wrócić do gry. "Chciałbym wystąpić już w eliminacjach Ligi Mistrzów ze Spartakiem Moskwa. To dla mnie bardzo ważne" - nie ukrywa Boruc.

Tylko czy zdąży wrócić do formy? Patrząc na to, jak spędzał czas w Warszawie, można mieć wątpliwości. Palenie papierosów z pewnością nie sprzyja poprawianiu kondycji. A przecież Boruc ma ambicje występowania także w polskiej reprezentacji. Ciekawe tylko, co na to powie trener Leo Benhakker, gdy zobaczy go z petem w zębach - zastanawia się "Fakt".