Jako piłkarz trzy razy grał pan na mundialu, ale jako trener właśnie z reprezentacją poniósł pan największą porażkę. To pan prowadził zespół, który przegrał baraże ze Słowenią i odpadł z walki o mistrzostwo świata w 2002 roku.
Nie chcę tego wspominać, to był koszmar. Długo po tym wydarzeniu nie mogłem dojść do siebie i do dziś traktuję tamte pechowe mecze, jako swoją największą porażkę. Zaraz po tych barażach zrezygnowałem zresztą z pracy trenera reprezentacji. Musiałem trochę odpocząć od futbolu.

Potem pan jednak wrócił do piłki. Nie może pan bez niej żyć?
Nie mogę. Bo to futbol jest jeśli nawet nie całym moim życiem, to jego najważniejszą częścią. Przecież już prawie 40 lat codziennie kopię piłkę. Nawet teraz uczestniczę czasem w treningach mojej drużyny.

Steaua dała panu szansę powrotu do naprawdę wielkiego futbolu.
Byłem z nią związany wiele lat jako piłkarz, teraz chciałbym powtórzyć przynajmniej część tych sukcesów jako trener. Mamy ogromne możliwości. To mój nowy początek w tym klubie, ale dzięki meczom z Zagłębiem - dobry początek. Jestem szczęśliwy w Steaule. I spokojniejszy niż w Turcji, gdzie wcześniej pracowałem, bo przecież Bukareszt to mój dom.

Słynniejsza jest Steaua, czy słynniejszy jest Hagi?
Ja i klub to dwie silne nazwy i firmy. Steaua to tradycja, ja też sporo dałem całej naszej piłce. Zawsze robiłem dobre rzeczy. W Bukareszcie wszystkich dodatkowo inspiruje intensywniejszego działania właściciel klubu, Gigi Becali, a więc na wielkość Steauy składają się teraz nie tylko te dwa wymienione wcześniej czynniki. Ważni są także kibice, mamy ich najwięcej w Rumunii.

Macie też z nimi sporo kłopotów...
Ale akurat w meczu z Zagłębiem zachowywali się świetnie. Dali przekonujący dowód, że problemy z ich wcześniejszym złym zachowaniem mamy za sobą. Kiedy
trzeba było, kiedy najbardziej potrzebowaliśmy ich pomocy, nie zawiedli. Odegrali właściwą rolę.

No właśnie, spodziewał się pan przed rewanżem, że będzie wam tak ciężko?
Przestrzegałem zawodników przed spotkaniem, żeby byli bardzo uważni, że jeszcze nie zapewniliśmy sobie awansu, bo przecież Zagłębie to w końcu mistrz Polski. Po meczu podziękowałem swoim piłkarzom za charakter, jaki pokazali w rewanżu. Nie jest łatwo wracać do meczu, gdy przegrywa się 0:1. Wszyscy wiedzieli, że jesteśmy pod dużą presją. Poza tym mistrz waszego kraju wie, na czym polega futbol. Uważam, że wygraliśmy dzięki doświadczeniu i zasłużyliśmy na awans. W piłce wszystkie historie piszą się za sprawą tego, co dzieje się na boisku, wszystko zależy tylko od samych zawodników i tego co pokażą danego dnia. W tym dwumeczu byliśmy lepsi. Dlatego awansowaliśmy. Będziemy grać znacznie lepiej. Potrzeba nam tylko jeszcze trochę czasu i spokoju. Zwycięstwa nad Zagłębiem zapewniły nam obie te rzeczy.

Ma pan już rozpracowane BATE Borysow?
Nie, nie wysłałem nikogo na Białoruś. Chciałem, żebyśmy wszyscy byli tu na miejscu, bo przecież w Bukareszcie działy się ważne dla nas rzeczy.

Jako Polacy nie możemy nie zapytać o Pawła Golańskiego. Skąd pomysł z jego sprowadzeniem?
W Polsce mam wielu przyjaciół. Znam też kilku trenerów, którzy mówią mi, co dobrego się dzieje w waszym futbolu. Nie musiałem nawet do was jechać, by obserwować Pawła, bo wierzę ich informacjom. Nie pomyliłem się i tym razem.

Jak ocenia pan początek Golańskiego w Steaule?
To bardzo dobry piłkarz, który z każdym kolejnym meczem prezentuje się lepiej. Wkrótce będzie podstawowym zawodnikiem naszej drużyny. Szczególnie
podoba mi się jego gra w ofensywie. Potrafi świetnie włączyć się do akcji pod bramką rywala. Dodatkowo ma silne uderzenie z rzutu wolnego.

Podszkoli go pan jeszcze w tym elemencie?
Już dużo umie, a będzie jeszcze lepszy, zapewniam.