Chętnych do kierowania światowym futbolem jest pięciu. W wyborach wystartują: Francuz Jerome Champagne (były zastępca sekretarza generalnego FIFA), jordański książę Ali Bin Al-Hussein, Szwajcar Gianni Infantino (sekretarz UEFA), Salman Bin Ebrahim Al-Khalifa z Bahrajnu (szef Azjatyckiej Konfederacji Piłkarskiej) i Tokyo Sexwale (biznesem i polityk z RPA).

O tym kto powinien zostać prezydentem FIFA i kto ma na to największe szanse mówi były prezes PZPN, działacz UEFA i FIFA, Michał Listkiewicz.

Największe kontrowersje budzi kandydatura szejka Salmana Bin Ebrahima Al-Khalify. To działacz z Bahrajnu, którego przeciwnicy oskarżają o to, że brał udział w prześladowaniu opozycji w swoim kraju. Taki kandydat na najważniejsze stanowisko w piłce?
Sport musi być niezależny od polityki i dopóki czegoś nie udowodniono temu panu, to może startować, ale nie sądzę żeby miał jakieś wielkie szanse. Faworytem jest albo książę Ali z Jordanii, albo Gianni Infantino z Europy.

Wspomniał Pan Jordańczyka, kandyduje też m.in. działacz z RPA. Czy tacy egzotyczni kandydaci są w ogóle do zaakceptowania przez Europę? Kibiców, działaczy?
To jest sprawa kompromisu. Pika nożna to nie tylko Europa. Europa to 53 federacje na ponad 200 na świecie. Trzeba skończyć z tym europocentrycznym myśleniem, nie tylko w piłce, w ogóle. Europa nie jest pępkiem świata. W piłce jest oczywiście najważniejsza, najbogatsza, tu są najbogatsze kluby, najlepsze rozgrywki, najlepsi piłkarze i trenerzy, ale nie znaczy to, że nie należy mieć w polu widzenia rozwoju piłki na całym świecie.

Tak, ale mówi Pan o kompromisie, o tym jak ważna jest Europa, więc nowy szef FIFA będzie musiał bardzo brać pod uwagę to co się dzieje tutaj, u nas.
Oczywiście, zwłaszcza jeśli chodzi o pieniądze. Bo główne pieniądze do futbolu płyną z Europy i ze Stanów Zjednoczonych. Przy czym w Stanach chodzi o sponsorów, tam są największe globalne firmy, które są sponsorami czy to FIFA, czy to mundialu, czy wielkich klubów europejskich. Na dzisiaj nic nie zmienimy, statut jest jednoznaczny. Dziś każdy kraj ma jeden głos, a więc głos Wysp Salomona liczy się tak samo jak głos Anglii, i według tego statutu będą przeprowadzone wybory. Być może kiedyś to się zmieni

Gianni Infantiono i Jerome Champagne - czy oni nie są w jakiś sposób obciążeni tym, ze byli w środowisku ludzi, którzy zostali odsunięci od światowej piłki. Mówię o Seppie Blatterze, w jakimś sensie także o Platinimi. Generalnie, że są powiązani z dotychczasową władzą.
Nie. To są ludzie bardzo zasłużeni, bardzo uczciwi, mający duży dorobek. Oni wykonywali swoja pracę. Jeden był sekretarzem generalnym UEFA, drugi był zastępca sekretarza FIFA. Zresztą Champagne odszedł już ładnych kilka lat temu, przed wybuchem tych wszystkich afer. Być może był to wyraz jego odcięcia się, odizolowania od tych spraw.

Ale czy jednak nie będzie ciążył nad nimi bagaż tej współpracy?
Nie sądzę. Np. Sepp Blatter, zawieszony prezydent, on nie ma zarzutów korupcyjnych. Ma zarzuty niedopilnowania czegoś, czy doprowadzenia do bałaganu, albo dopuszczenia ludzi, którzy popełnili czyny karalne. A Blatter był trochę niewolnikiem chorego systemu wyborczego w FIFA, polegającego na tym, że kontynenty same wybierają wiceprezydentów FIFA, którzy im przysługują. I to jest chore. Przyjeżdża pan z Kajmanów czy z Trynidadu i Tobago, i mówi: dzień dobry, ja jestem od jutra wiceprezydentem FIFA, bo mnie gdzieś tam w CONCACAF czy CONMEBOL wybrano. I Blatter nic nie mógł na to poradzić, jednak moim zdaniem powinien próbować zmienić te przepisy w momencie, kiedy miał ogromną władzę.

A czy najbliższe wybory mogą przynieść zmiany o których Pan mówi? Czyli w jak największym stopniu uniemożliwić taki sposób wprowadzania ludzi do władz?
Pewnie będzie próba takich zmian, mam nadzieję, że udana. Niech osoba, która zostanie wybrana na jakimś kontynencie, niech to będzie Oceania, Azja, czy Ameryka, będzie musiała jeszcze przejść weryfikację…

Wewnętrzną demokratyczną procedurę, wewnętrzne głosowanie?
Nawet taki wewnętrzny audyt, który sprawdzi co to za człowiek, skąd się wywodzi, jakie ma dokonania, czy nie było wobec niego jakichś zarzutów. Tak jak w przypadku urzędników państwowych, że muszą być świętsi od papieża.

Kto z tych pięciu kandydatów jest Pana zdaniem najbardziej właściwą osobą do przeprowadzenia takich zmian? Albo najbardziej zdeterminowaną, żeby takie zmiany przeprowadzić?
Wydaje mi się, że Gianni Infantino. On w UEFA, oczywiście pod kierownictwem Michela Platiniego, był wykonawcą, a nawet pomysłodawcą wielu nowatorskich idei i właściwie wszystko co obiecano, to w UEFA zrobiono. Mam na myśli reformy rozgrywek, otwarcie się na mniejsze kraje, ułatwienie dostępu do Ligi Mistrzów dla średnich krajów, Liga Mistrzów juniorów… Wprowadzono masę dobrych zmian i za nimi stoi Gianni Infantino. Myślę, że Jerome Champagne też jest dobrym kandydatem, ponieważ on zrobił bardzo dużo dla futbolu poza Europą, chcociaż jest Francuzem. Książę Ali to też ciekawa kandydatura ponieważ on już na wyborach rok temu, kiedy wygrał Blatter, pokazał się z dobrej strony, miał bardzo ciekawy program i dostał naprawdę sporo głosów. Nie wygrał, ale miał duże poparcie.

Trzy mocne kandydatury, Pana zdaniem najlepsza?
Moim zdaniem najlepsza to Gianni Infantino, a w rezerwie Jerome Champagne.

A co z Blatterem? Wycofa się zupełnie na pobocze futbolu, będzie persona non grata, czy może w jakiś sposób będzie jeszcze widoczny w światowej piłce?
Na pewno już nie będzie widoczny w sensie wykonawczym, czy reprezentacyjnym. Natomiast on walczy już tylko o swój honor, to już jest mocno starszy człowiek, o swoje dobre imię. Pobłądził pod koniec swojej kariery zawodowej i moim zdaniem zrobił źle. że nie odszedł w glorii po mistrzostwach świata w Brazylii. Zresztą sam przyznał, ze powinien tak uczynić i wtedy byłby inaczej dziś postrzegany.