W PZPN pracuje blisko czterysta osób. Prawie tyle, ilu jest posłów. To nie jest normalne. Dlaczego to coś nie może działać w przejrzysty sposób i być zarządzane jak nowoczesna firma przez ludzi, którzy na piłce zjedli zęby" - mówi "Faktowi" Roman Kosecki, były kapitan reprezentacji Polski, który chętnie podejmie się roli prezesa w nowym związku.

Znany przed laty piłkarz to idealny kandydat na szefa SPF. Dlaczego akurat on? Przede wszystkim nigdy nie należał do pezetpeenowskiego betonu, ma własny pomysł na normalne funkcjonowanie związku, piłkarskie doświadczenie, no i jest młody, w przeciwieństwie do stetryczałych działaczy, kurczowo trzymających się stołków. Kosecki ma mnóstwo międzynarodowych kontaktów, jest szanowany i rozpoznawalny poza granicami naszego kraju, a w Polsce poparliby go z chęcią piłkarze, którzy znają go ze wspólnych występów na boisku - zachwala go "Fakt".

Jako prezes nie będzie osamotniony. Nie brakuje młodych ludzi, którzy skończyli bądź lada chwila skończą kariery, takich jak Piotr Świerczewski, Mariusz Śrutwa, Piotr Reiss, Tomasz Hajto, Jerzy Brzęczek. Może też liczyć na poparcie znanych sportowców z innych dyscyplin sportu - wśród nich Mariusza Czerkawskiego i Dariusza Michalczewskiego - którzy mają podobną wizję nowoczesnego związku sportowego.

Polska piłka, ta na najwyższych szczeblach, to zwykła republika kolesiów - pisze gazeta. Kosecki chciał już to zmienić. Zgłaszał swoją kandydaturę w wyborach na nowego prezesa PZPN. Zrezygnował jednak. Z dwóch powodów: po pierwsze - nie chciał należeć do żadnej z klik, a to z góry skazywało go na porażkę. Bez poparcia działaczy z regionów, przy dzisiejszym systemie wyboru władz, ludzie spoza pezetpeenowskiego układu nie mają żadnych szans.

Po drugie - nie wiadomo, kiedy i czy w ogóle takie wybory się odbędą. Obecny prezes PZPN Michał Listkiewicz sprawnie przekłada kolejne terminy wyborów i oszukuje, że nie zamierza w nich kandydować. Nawet ludzie z jego najbliższego otoczenia śmieją się z tych deklaracji, twierdząc, że „Listek”... na pewno wystartuje do walki o prezesurę na kolejna kadencję.

PZPN to instytucja o przestarzałej strukturze, co gorsza, mająca wpływ na zbyt wiele kwestii w polskiej piłce. Setki niepotrzebnych działaczy, dziesiątki niepotrzebnych wydziałów. Polski Związek Piłki Nożnej jest kosztowną biurokratyczną machiną, która zatrudnia wielu pracowników, ale niewiele dobrego przynosi. Wcale nie musi tak być. "Mam kilka pomysłów na uzdrowienie naszej piłki. Naprawdę nie trzeba sięgać daleko, wystarczy przejąć wzorce od najlepszych. Spójrzmy choćby na angielską federację piłkarską. Jej rola sprowadza się do mecenatu nad futbolem. Tamtejsze władze piłkarskie promują rozwój tej dyscypliny wśród młodych ludzi. Mają też oko na system dyscyplinarny, ale nie w takim znaczeniu jak w Polsce" - tłumaczy Kosecki.

"U nas komisja dyscypliny to sto procent. Związek piłkarzy - zero procent. Jedziesz na wydział dyscypliny i z góry wiesz, że wyjdziesz przegrany" - rozkłada ręce Piotr Świerczewski, były reprezentant Polski. "Sam się pytam, gdzie jest Związek Zawodowych Piłkarzy? Dlaczego ma tak mało do powiedzenia. Nie może być tak, że władze wybierają sędziowie. A tylko jeden człowiek reprezentuje piłkarzy. To śmieszne" - obrusza się Kosecki. "Piłkarzy spycha się na margines. Są za to liczne komisje, na przykład orderowa. Dwudziestu ludzi do przydzielania orderów? Przepraszam, gdzie tu jest sens?" - dodaje 69-krotny reprezentant Polski.

Kosecki ma rację. W PZPN absurd goni absurd - ocenia "Fakt". Jest jednak jeszcze inna ważna kwestia - związek piłkarski nie jest od tego, żeby zajmował się sprzedażą praw do transmisji telewizyjnych. To należy do władz ligi piłkarskiej w danym kraju. Związek powinien roztaczać opiekę nad reprezentacjami kraju, dbać o historię, jak w Anglii właśnie, gdzie Football Association sprawuje pieczę nad Pucharem Anglii. Czy w Polsce nie może być podobnie? Dopóki nie nastąpią radykalne zmiany, nie ma na to szans - dodaje gazeta.