Orest Lenczyk powiedział kiedyś, że piłkarz, który potrzebuje menedżera, jest matołem. Ma pan menedżera?
Jak nie masz menedżera, to tak jakbyś nie miał numeru telefonu. Nikt nie zadzwoni. Ale tak naprawdę Bóg jest moim menedżerem.

Jak to Bóg?
No Bóg. Jak będzie chciał, to mnie wytransferuje do Wisły. Muszę być tylko wierny i często się modlić. Jak jesteś wierny, to osiągniesz to, co chcesz. Moi koledzy z drużyny tego nie rozumieją. Zawsze przed meczem się modlę o zwycięstwo, ale to nie pomaga, bo w Odrze jest za dużo grzechu. Jeśli dwieście razy zaklniesz podczas meczu, to jak Bóg może ci pomóc? Będzie patrzył się na nas z nieba i mówił: „grajcie sobie sami, beze mnie”. A sami nie damy rady.

W najlepszych klubach, na przykład w Wiśle, wszyscy są bogobojni?
To nie do końca tak. Bóg dał ci talent i oczekuje, że go będziesz rozwijać. Biblia mówi, że nie można marnować swojego talentu. Piłkarze Wisły od początku rozwijali swój talent, więc Bóg im pomaga. Niektórzy z nich grzeszą, ale nadrabiają właśnie tym, że zawsze ciężko trenowali. Odra nie ma tak utalentowanych piłkarzy jak Wisła, potrzebuje Boga. Ja nie jestem Luca Toni, a moi obrońcy to nie Cannavaro i Nesta, musimy się więc codziennie modlić.

Starał się pan przekonać do tego kolegów z drużyny?
Nie mogę każdemu mówić, aby nie przeklinał. Każdy ma wolną wolę. Ludzie w Polsce generalnie są religijni, ale nie piłkarze. Piłkarz przed wejściem na boisko szybko się przeżegna, a potem ciągle obraża Boga. Przeklina, pije albo pali. Albo wszystko na raz. To nie powinno być tak. Jeśli nie trenujesz należycie, jeśli się nie modlisz, to na boisku szybko dopadnie cię niemoc. W Opolu przed każdym meczem słyszę: „kto wygra mecz? Odra!”. Nie, nie, nie. To Bóg wygrywa mecze. Im szybciej sobie to uświadomimy, tym lepiej. Ja wszystko, co osiągnąłem, zawdzięczam niebiosom. I to, że strzelam gole, i to że jestem zdrowy.

Niedawno miał pan kontuzję...
Bóg mnie uleczył. Gdy grałem we Włoszech, miałem wiele kontuzji. Nie wierzyłem wtedy w Boga.

To dlatego z Włoch trafił pan do Polski, a nie Hiszpanii czy Anglii?
Trudno mi o tym rozmawiać. W Serie A grałem w Bari i w Livorno razem z Cassano, Lucarellim i Perrottą przeciwko Roberto Baggio, Zidane’owi czy Maldiniemu. Dla kogoś takiego transfer do polskiej ligi to degradacja. Każdy mi przypomina tego pięknego gola z woleja strzelonego Interowi. A ja mam tego dosyć. Kiedy ktoś mi mówi o mojej przeszłości, zaczynam się frustrować, bo mam poczucie, że mogłem osiągnąć o wiele więcej.

Transfer do polskiej ligi to był błąd?
Można tak powiedzieć. Pan Marek Koźmiński, który ściągnął mnie do Górnika Zabrze, opowiadał, jak tu jest fajnie, jak bogato i jaka świetna jest liga. No to miałem się nie zgodzić? O Polsce nic nie wiedziałem. Myślałem sobie: Polska jest w Europie, a skoro tak, to musi być bogata, musi być jak Hiszpania czy Anglia. Nie zaglądałem w internet, więc nie wiedziałem, jak jest naprawdę. Teraz jestem mądrzejszy. Nałogowo oglądam CNN.

Źle tu panu?
Czuję się tu bezpiecznie, tylko pięć razy miałem nieprzyjemności z rasistami. Ale tylko pijani udają małpy, gdy przechodzę, albo mnie wyzywają.

Prawdziwa jest opinia o czarnoskórych piłkarzach, że to lenie?
Absurd. Przyjeżdżamy do Europy, bo chcemy zarobić, musimy więc pracować. Od małego jesteśmy przyzwyczajani do pracy – ściągają cię z ulicy i biorą do klubu. Jak będziesz dobry, to trafisz do Europy. No to pracujesz.

Może się pan tu osiedli?
O nie. Jak skończę karierę, to wracam do Nigerii. Będę prowadził kawierenkę internetową. Nie żeby w Nigerii było lepiej niż tu. W Nigerii jest korupcja i bieda, po zmierzchu lepiej nie wychodzić na ulicę, ale życie w Polsce jest o wiele droższe niż tam. Ja byłem bardzo biedny, dlatego mogłem zająć się piłką, bo bogaci nie pozwalają swoim synom grać w piłkę. Grałem bez butów i bez koszulki. A trenera mieliśmy takiego, że każdy był napastnikiem i obrońcą. Tutaj dzieciaki na treningu mają buty, koszulkę z nazwiskiem swojego idola, no i trenera, który zadba o ich talent. Ale za tysiąc euro to tu możesz sobie co najwyżej dwa garnitury kupić.

Chce pan jak Kenneth Zeigbo wrócić do kraju i szpanować kilkoma mercedesami?
Jestem skromnym człowiekiem. Jak trener mówi, że mam biegać dwie godziny, to biegam dwie godziny. A jak chcę strzelić dużo goli, to trenuję i proszę Boga o skuteczność, a nie gwiżdżę sobie na obowiązki i szpanuję. Chciałbym, abyśmy awansowali i żebym został najlepszym strzelcem, ale to jest tak jak w tym kawale, w którym facet prosi Boga o milion w totka. Bóg odpowiada: „a kupon wysłałeś?”. Ja codziennie go wysyłam.