Willis był skazywany na pożarcie w konfrontacji z Federerem, który siedem razy wygrał Wimbledon. Pierwszy rozegrał wcześniej 303 mecze w imprezach wielkoszlemowych i 90 w Wimbledonie, drugi - zarówno w jednym, jak i w drugim przypadku - jeden.

25-letni Brytyjczyk stał się bohaterem mediów po tym, jak w poniedziałek pokonał sklasyfikowanego o 718 pozycji wyżej Litwina Ricardasa Berankisa 6:3, 6:3, 6:4. 25-letni kwalifikant wcześniej nie tylko nie miał na koncie żadnego meczu rozegranego w Wielkim Szlemie, ale nawet w turnieju ATP.

Przed środowym spotkaniem kibice przerobili na jego cześć piosenkę spopularyzowaną podczas trwających piłkarskich mistrzostw Europy, której bohaterem jest piłkarz z Irlandii Północnej ("Will Grigg's on fire"). 25-letni Willis jeszcze przed wyjściem na kort prawie cały czas się uśmiechał. Radość nie opuszczała go także podczas pojedynku ze znacznie wyżej notowanym rywalem.

W pierwszym secie Brytyjczyk nie miał nic do powiedzenia. Gdy jednak w trzecim gemie udało mu się przelobować słynnego Szwajcara, to publiczność wstała z miejsc i nagrodziła go owacją, a on sam zacisnął pięść w geście zwycięstwa. Kolejna euforia na trybunach zapanowała, gdy reprezentant gospodarzy w kolejnej partii zapisał na swoim koncie pierwszego gema. Później dołożył jeszcze dwa. Głównie za sprawą serwisu, bo gdy dochodziło do wymian, to popis umiejętności technicznych dawał Federer.

W trzeciej odsłonie wyrównana walka - ku uciesze zgromadzonych na trybunach kibiców - trwała do stanu 4:4. Końcówka należała już jednak do zawodnika z Bazylei. Po meczu jednak większą owację dostał Willis.

Była to pierwsza konfrontacja tych zawodników.

Blisko 35-letni Federer po raz 18. startuje w Wimbledonie. W dorobku ma siedem triumfów (2003-07, 2009, 2012). W ostatnich miesiącach nieraz zmagał się z kłopotami zdrowotnymi. W maju zrezygnował ze startu we French Open (wcześniej występował w turniejach wielkoszlemowych nieprzerwalnie od 2000 roku), ponieważ nie zdążył wrócić do formy po kontuzji pleców.

Jego kolejnym rywalem będzie Brytyjczyk Daniel Evans lub Ukrainiec Aleksandr Dołgopołow.

Willis w eliminacjach wystąpił dzięki przyznanej przez organizatorów "dzikiej karcie" i otrzymaną szansę w pełni wykorzystał. Do brytyjskich prekwalifikacji został dołączony w ostatnim momencie - zastępując Scotta Claytona, który nie był w stanie dotrzeć na czas z Turcji. W styczniu - ze względu na kontuzje i brak pieniędzy - był bliski zakończenia kariery. Za tegoroczne występy w turniejach niższej rangi w singlu zarobił łącznie 292 dolary. Za awans do drugiej rundy Wimbledonu otrzymał... 50 tys. funtów.