Będąca w dobrej formie Keys bez problemu uporała się ze starszą o trzy lata Vandeweghe. Pierwszego seta wygrała po spędzeniu na korcie zaledwie 23 minut. Jedynego w tej odsłonie gema oddała rywalce dopiero przy stanie 5:0. W drugiej partii kontynuowała dobrą passę, choć kibiców zaniepokoiło to, że przy prowadzeniu 4:1 poprosiła o przerwę medyczną i opuściła kort. Wróciła na niego po kilku minutach z mocno obandażowanym prawym udem. Nie miało to jednak negatywnego wpływu na jej dyspozycję. Piłkę meczową zapewniła sobie asem serwisowym. W ten sam sposób chwilę później zakończyła trwające 66 minut spotkanie.

Słynąca z mocnego uderzenia Vandeweghe była chwalona przy okazji wcześniejszych meczów w Nowym Jorku za ograniczenie charakterystycznej dla niej dużej liczby prostych błędów i cierpliwą grę. W czwartek jednak nie była zupełnie w stanie przeciwstawić się dobrze spisującej się przeciwniczce, notując przebłyski tylko w pojedynczych akcjach.

Najlepszym dotychczas wynikiem Keys w Wielkim Szlemie był półfinał Australian Open z 2015 roku. W Nowym Jorku mogła zaś pochwalić się dotarciem do 1/8 finału (2015-16).

22-letnia zawodniczka, w której sztabie szkoleniowym jest utytułowana Amerykanka Lindsay Davenport, po zakończeniu poprzedniego sezonu przeszła operację lewego nadgarstka. Do rywalizacji wróciła w marcu, ale trzy miesiące później musiała poddać się jeszcze dodatkowo zabiegowi z powodu bólu w ramieniu. Powrót do wysokiej formy zasygnalizowała, triumfując na początku sierpnia na kortach twardych w Stanford.

Wciąż mam wrażenie, że to nie dzieje się naprawdę. Jeszcze się trzęsę. Wiele myśli przewija się teraz przez moją głowę i ciężko mi to ubrać w słowa, ale wydaje mi się, że zagrałam dziś naprawdę dobrze. Nigdy nie czułam się lepiej niż teraz - zaznaczyła Keys.

Vandeweghe, która w trzeciej rundzie wyeliminowała rozstawioną z "10" Agnieszkę Radwańską, powtórzyła swój największy sukces w Wielkim Szlemie. W styczniu dotarła do półfinału Australian Open, a w lipcu do ćwierćfinału Wimbledonu. W Nowym Jorku dotychczas najlepszym wynikiem tenisistki urodzonej w tym mieście była druga runda. Jej szkoleniowcem jest słynny przed laty Australijczyk Pat Cash.

83. w rankingu WTA Stephens pokonała w czwartek występującą z "dziewiątką" rodaczkę Venus Williams 6:1, 0:6, 7:5. Po raz pierwszy od 1981 roku cała stawka półfinałowa w tej imprezie składała się z Amerykanek. W Wielkim Szlemie taka sytuacja poprzednio miała miejsce w Wimbledonie 1985. W finale US Open dwie reprezentantki gospodarzy zmierzyły się ostatnio w 2002 roku i były nimi siostry Serena i Venus Williams. Ze zwycięstwa cieszyła się wtedy pierwsza z nich.

Stephens w ubiegłym roku zmagała się z kontuzją stopy i musiała poddać się operacji. W poprzednim sezonie zakończyła starty udziałem w sierpniowych igrzyskach. W tym wróciła na początku lipca. Długa przerwa w grze skutkowała znaczącym pogorszeniem się jej pozycji w światowym rankingu, choć ostatnio skutecznie odrabia straty. Jeszcze w pierwszej połowie sierpnia była w nim 934. (jej najwyższa pozycja to 11.). Niedawno błysnęła, docierając w Toronto i Cincinnati do półfinału. Dzięki awansowi do finału US Open w poniedziałek wróci do czołowej "30".

Sloane to teraz zupełnie nowa osoba. Ona uwielbia to, że znów może być na korcie i gra naprawdę dobrze - podsumowała Keys, która za sprawą zapewnienia sobie występu w decydującym meczu nowojorskiej imprezy awansuje na 12. miejsce światowej listy. Jeśli wygra turniej, to wskoczy do Top10.

Ze starszą o Stephens zmierzyła się dotychczas raz. W drugiej rundzie w Miami w 2015 roku rywalka wygrała w dwóch setach.