Dziennik Gazeta Prawana logo

"Lijewski to kawał drania"

30 marca 2010, 11:24
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Czołowy zawodnik HSV Hamburg chwali polskich fanów szczypiorniaka. - Dla takich ludzi warto budować mocny klub - mówi o kieleckich kibicach Igor Vori, obrotowy HSV Hamburg i klubowy kolega braci Lijewskich.

: Nie, bo dobrze graliśmy. Chociaż w pierwszej połowie mieliśmy problemy, bo Kielce to mocna ekipa i musieliśmy się postarać, by wygrać. W Vive widać duże zaangażowanie w budowę silnego klubu, ale na razie HSV jest dużo lepsze.

Na początku trochę grałem w piłkę nożną, ale wszyscy moi kumple w Zagrzebiu uprawiali wtedy ręczną, więc szybko do nich dołączyłem. Jednak na początku byłem lewym rozgrywającym. Wyobraża pan sobie mnie na tej pozycji?

Trener przestawił mnie na koło. Ja przecież byłem fantastycznym rozgrywającym, grałem doskonale, a ten mi kazał stać na kole! Oczywiście żartuję, byłem strasznie słaby, kompletnie sobie nie radziłem i dzięki trenerowi w Zagrzebiu dostałem szansę, wykorzystałem ją i jestem tu, gdzie jestem. Podejrzewam, że grając w drugiej linii, nie zaszedłbym daleko (śmiech).

Miałem 20 lat. Zadzwonił do mnie trener Lino Cervar i zapytał, czy chcę występować u niego we Włoszech. Italia i piłka ręczna - to nie brzmiało najlepiej, ale Lino mówił, że ma niezłą ekipę, a poza tym ja prawie w ogóle wtedy nie grałem w Zagrzebiu. A w Alpi Prato mogłem występować w każdym meczu. Wprawdzie liga była słaba, ale najważniejsze było, że mogę grać. Potem wróciłem na dwa lata do Zagrzebia, ale już częściej pojawiałem się na boisku.

Spełnił się mój sen. To wielki zespół, w którym występują wielcy zawodnicy. Tam liczy się tylko zwycięstwo. Nieważne, w co graliśmy. Rzutki, bilard, poker - każdy z graczy chciał we wszystkim być najlepszy. Byłem tam dwa lata, ale przez pierwszy sezon nie byłem zachwycony, grałem niewiele i tylko w obronie. Mimo że potem sytuacja się poprawiła, to jednak stwierdziłem, że to nie jest miejsce dla mnie i postanowiłem wrócić do ojczyzny.

Kilku, ale nie jesteśmy przyjaciółmi, nie dzwonię teraz do Ronaldinho z okrzykiem „siemasz Ronni, co u ciebie!". Z niektórymi braliśmy udział w akcjach charytatywnych, odwiedzaliśmy szpitale itp.

Oczywiście nie wyjąłem tych pieniędzy z kieszeni i nie położyłem ich na stole, żeby Croatia mnie puściła. Ale oni w pewnym momencie przestali mi płacić. Powiedziałem, że odchodzę, a działacze na to, że OK, ale muszę zrezygnować z długu. W ten sposób trafiłem do HSV.

To prawda. W Bundeslidze zespół z dołu tabeli może pokonać potentata, tak jak w tym sezonie Balingen ograło THW Kiel. W Hiszpanii porażka Barcelony czy Ciudad Real z jakimś słabeuszem jest niemożliwa. Liga niemiecka jest wspaniała. Każdy mecz to bitwa, tłuką cię, popychają, ty oddajesz i czujesz, że coś się dzieje. A wszystko przy pełnych trybunach. Tego w Hiszpanii brakuje, tam nie ma mowy, żeby na mecz ligowy przyszło 10 000 ludzi.

Aaa, Marcin. Ja nie gadam z Marcinem, bo to jest kawał drania! Nie, nie, żartuję oczywiście, to świetny gość, zresztą jego brat też. Czasem rozmawiamy przy pomocy mieszanki niemieckiego, polskiego i chorwackiego. Lijewscy to superkoledzy i doskonali gracze.

Super! Byłem pod wrażeniem. Wygrywaliśmy piątką, a fani nawet na chwilę nie przestawali dopingować swojej drużyny. Dla takich ludzi warto budować mocny klub.

p

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj