Jaka była pańska reakcja na losowanie grup Euro 2008?
To będą moje drugie mistrzostwa Europy. Za pierwszym razem w 2004 roku trafiliśmy na Francję, Anglię i Szwajcarię, więc nie mieliśmy praktycznie żadnych szans by wyjść z grupy. Teraz wydaje mi się, że los był dla nas łaskawy. Naprawdę nie wyobrażam sobie żebyśmy mogli nie awansować. Niemcy są faworytem, a Chorwacja z Polską będą się bić o drugie miejsce. Oczywiście może się też tak zdarzyć, że to właśnie nasze dwa zespoły awansują. Bardzo dużo zależeć będzie od pierwszego meczu, który gramy z Austrią.

Reklama

Austria ma bardzo słaby zespół.
Ale to będzie mecz otwarcia, przed własną publicznością, na dodatek nasz pierwszy mecz na Euro. Na papierze Chorwacja jest faworytem, ale w futbolu, a szczególnie w takich turniejach, wszystko jest możliwe.

Boicie się tego pierwszego meczu?
Na pewno nie. Mamy ogromną wiarę we własne możliwości. Wiemy, że jesteśmy bardzo dobrym zespołem. Awansowaliśmy do mistrzostw z bardzo trudnej grupy. Dwukrotnie pokonaliśmy Anglię. Nikogo się nie boimy. Ciekawy będzie także drugi mecz w naszej grupie: Polska - Niemcy. Wiem, że nie lubicie się za bardzo. Dla nas oczywiście najlepszym wynikiem byłby remis.

Slaven Bilić mówi, że jest pan jednym z najlepszych prawych pomocników w Europie. Z kolei pana klubowy kolega Mariusz Lewandowski nazywa pana donieckim Cafu.
Przede wszystkim jestem już bardzo doświadczonym zawodnikiem. W reprezentacji zadebiutowałem mając 19 lat. Teraz mam już ponad 60 występów. Miło mi, że Bilić tak mówi, ale takie oceny w znacznej mierze zawdzięczam właśnie doświadczeniu. W Szachtarze gram trochę inaczej niż w kadrze. Dlatego też stałem się uniwersalnym zawodnikiem. W klubie jestem bardzo ofensywnie zorientowanym prawym obrońcą, w reprezentacji klasycznym skrzydłowym. W Szachtarze kiedy idę do przodu, to nie mam asekuracji i sam się muszę ubezpieczać. W reprezentacji za mną jest jeszcze człowiek, który mnie asekuruje. Ale te dwie role aż tak bardzo się nie różnią. W obu przypadkach trzeba mnóstwo biegać.

Bilić cały czas wyraża się o swoich zawodnikach w samych superlatywach. Verdan Corluka to dla niego najlepszy prawy obrońca Europy, a Luka Modrić najlepszy rozgrywający. Naprawdę tak was ceni, czy chce wam dodać pewności siebie?
Popatrzcie na to jakie on ma rezultaty. Pokonał dwa razy Anglię. To nie jest przypadek. A piłkarze angielscy przez wszystkich uważani są za najlepszych na swoich pozycjach. Chelsea chce kupić Modrica. Proponowali za niego 31 milionów euro, a Dinamo nie pozwoliło mu odejść. Szefowie liczą, że po dobrym występie Luki na mistrzostwach dostaną jeszcze więcej. Corluka jest w Manchesterze City, Eduardo w Arsenalu. Gramy w naprawdę wielkich zespołach.

Selekcjoner mówi jednak, że wolałby żeby pan też grał w jednym z klubów zachodniej Europy.
Słyszałem te wypowiedzi. Ale ja mówiłem to chyba już z pięćdziesiąt razy - nie chcę iść do byle jakiego klubu z Europy. Rok w rok gram w Lidze Mistrzów. Szkoda tylko, że brakuje nam trochę szczęścia i nie możemy nigdy awansować. Mam tu świetny kontrakt. Jeżeli miałbym odejść to tylko do wielkiego klubu. Rozmawiałem o tym z naszym prezydentem Rinatem Achmetowem i uzgodniliśmy, że jeżeli zgłosi się któryś z czołowych europejskich klubów to Szachtar nie będzie mi czynił żadnych przeszkód w odejściu. Ale to musi być czołówka: Liverpool, Manchester, Inter, Real albo Barca - tego typu zespoły. Nie szukam klubu na siłę. Wcale mi nie zależy na odejściu. Szachtar co roku rośnie jeszcze bardziej w siłę. Teraz kończą budować nowy imponujący stadion, liga staje się z roku na rok coraz lepsza.

Miasto Donieck też się rozwija.
Zgadza się. Gdy cztery lata temu podpisywałem kontrakt to była tragedia. Teraz z roku na rok jest coraz lepiej.

A nie przerażają pana pomniki Lenina i inne pozostałości po starych czasach?
Nie, ani trochę. Mnie tam nikt siłą nie trzyma. Podoba mi się w Doniecku i nie zostałbym tam, gdyby było inaczej. Tak samo mojej rodzinie. Tu mam wszystko czego mi trzeba. Trener mnie uwielbia, prezydent mnie uwielbia, i kibice też mnie uwielbiają. Jestem kapitanem Szachtara. Zostałem wybrany najlepszym zawodnikiem w zeszłym sezonie.

Skąd u was się wzięła taka ogromna mobilizacja w trakcie meczu na Wembley z Anglią? Przecież mieliście już awans w kieszeni. Nie musieliście wygrywać.
Zmobilizowały nas angielskie gazety. Tamtejsza prasa nie wyobrażała sobie Euro bez Anglii. Pisali, że nie jesteśmy dobrym zespołem, że jesteśmy małym, nic nie znaczącym krajem. No to im pokazaliśmy. Mecz z Anglią, szczególnie na Wembley to zawsze coś specjalnego. Wyeliminować Anglię z mistrzostw to wielka sprawa.

Dostaliście od Rosjan obiecane mercedesy?
Oczywiście, że nie. My graliśmy ten mecz tylko dla Chorwatów. Chcieliśmy pokonać Anglików i tyle. Lubię Rosjan, więc się cieszę, że to oni, a nie Anglicy weszli do Euro. Zresztą nawet gdyby mi dali mercedesa, to oddałbym go na cele charytatywne.

Pamięta pan drużynę Chorwacji z 1998 roku?
Oczywiście, że tak. To byli moi idole. Nie potrafię wskazać, który z nich był dla mnie najlepszy. Wszystkich uwielbiałem. Sukera, Bobana, Prosineckiego, Asanovica, Bilica, Jarniego, Stimaca. Od bramkarza po ostatniego rezerwowego.

A grał pan z którymś z nich?
Z kilkoma zdążyłem się spotkać jeszcze w reprezentacji. Grałem z Bilicem, Asanovicem i Stimacem.

A jak się pan zwraca do Bilica? Po imieniu?
Teraz już nie. Mam wobec niego ogromny respekt. Wiem, że do trenera trzeba się odnosić z szacunkiem.

Ale Bilic pokazał, że ma twardą rękę kiedy wyrzucił z kadry pana, Olica i Balabana za pójście w trakcie zgrupowania do domu uciechy...
Nie pozostawiliśmy mu innego wyjścia. Musiał tak zrobić, bo zachowaliśmy się bardzo źle. To był początek jego pracy z kadrą. Dopiero od miesiąca albo dwóch był selekcjonerem. A my przed pierwszym meczem zrobiliśmy ten idiotyczny wypad. Zostaliśmy wyrzuceni z reprezentacji, dostaliśmy po kieszeni, a przede wszystkim zostaliśmy napiętnowani przez prasę. Inna sprawa, że ta zareagowała histerycznie. Zostaliśmy zmieszani z błotem i potraktowani jakbyśmy kogoś zabili, a nie pojechali się zabawić.

Długo ta kara jednak nie trwała.
Nie zagrałem w jednym spotkaniu. Wróciłem na mecz przeciwko Izraelowi i naprawdę chciałem z siebie zmyć wszystkie winy dobrym występem. I myślę, że mi się udało. Strzeliłem gola, asystowałem. Teraz już wszystko między mną a Bilicem jest wyjaśnione.

Reklama

Co jest według pana największą siłą chorwackiej reprezentacji?
Atmosfera. Bilić przyszedł i wszystko zmienił. Ma zupełnie inne podejście do tej pracy niż jego poprzednicy. Powołał wielu nowych piłkarzy, zmienił taktykę. Wszystko jest nowe. Mamy fantastyczne relacje, trener dużo rozmawia z nami także o życiu prywatnym. Jest naszym przyjacielem. Dla mnie to nie było wszystko aż tak zaskakujące. Slaven był moim trenerem w Hajduku. Tam było normą, że jak go spotkałem przypadkowo na mieście, a Split nie jest duży, od razu zapraszał na kawę, czy na drinka.

W Splicie Bilić jest Bogiem...
O tak. Każdy go tam zna. Gdy idzie po mieście, każdy chce żeby wszedł na chwilę do jego sklepu, czy restauracji. W tej chwili to zdecydowanie numer jeden w Splicie.

A co pan wie o polskiej piłce?
Szczerze mówiąc nie za dużo. Znam oczywiście Mariusza Lewandowskiego. Wiem też, że waszym trenerem jest Leo Beenhakker. Dobry jest też Smolarek. Znam jeszcze Krzynówka. No i Boruca. To chyba wszystko. Grałem przeciwko Polsce w meczu tuż przed mistrzostwami świata w 2006 roku.

Lewandowski żartował, że macie umowę, że jeżeli w ostatnim meczu remis będzie promował Polskę i Chorwację to zagracie na remis.
To oczywiście tylko wygłupy. W profesjonalnym sporcie takie rzeczy nie wchodzą w rachubę. Ale zobaczymy jak będzie. Może naprawdę uda nam się wyeliminować Niemców. Bardzo bym chciał, żeby z grupy awansowała Chorwacja z Polską. Tak jak wy, nie lubię Niemców. Zawsze są tacy pewni siebie, noszą głowy wysoko, uważają, że są najlepsi na świecie. Tak jak Anglicy. Ich też nie lubię. I proszę, na mistrzostwach ich nie będzie.