Dziennik Gazeta Prawana logo

"Cały czas wierzyłem, że ich dopadniemy"

28 stycznia 2009, 23:16
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
"Krzyczałem "Artur, podaj", a on bierze piłkę i rzuca ją do bramki. Pomyślałem - chłopie, co ty robisz!? Ale patrzę, że bramka pusta, piłka leci i wpada do siatki" - o niesamowitej ostatniej minucie spotkania z Norwegią opowiada DZIENNIKOWI Mariusz Jurasik.

Mariusz Jurasik: Poszedłem spać chyba o wpół do drugiej w nocy, ale zasnąłem dopiero koło trzeciej. Dobrze, że trener przesunął nam śniadanie na dziesiątą rano i mieliśmy sześć godzin na sen.

Nawet nie. Wypiliśmy po jednym dużym piwie, pogadaliśmy i poszliśmy spać. Wiemy, po co tu przyjechaliśmy. Na świętowanie jeszcze przyjdzie czas.

>>>Polacy świętowali przy jednym piwku

Jasne. On już miał zresztą tak zwane duszenie pomeczowe. Właściwie to razem ze mną, bo po zakończeniu meczu to ja pierwszy się na niego rzuciłem, a potem poleciała na nas cała ekipa. Jeszcze dziesięć sekund i chyba byśmy się już nie podnieśli spod tej góry ciał, bo dopływ tlenu mieliśmy drastycznie ograniczony.

Patryk świetnie gra i zasługuje na to, żeby wychodzić w podstawowym składzie. A ja w meczu z Serbią też nieźle zagrałem. Wprawdzie tylko około 20 minut, ale dobre i to. A przeciwko Norwegii? Cóż, wszedłem i grałem to, co najbardziej lubię – indywidualne akcje. Cieszę się zwłaszcza z dwóch bramek rzuconych w trudnych sytuacjach. Na szczęście trafiłem i był powód do radości.

Ciężko coś powiedzieć. Ja cały czas wierzyłem, że ich dopadniemy. Chociaż wiedziałem, że szansa jest nikła, bo musieliśmy zdobyć trzy bramki w ciągu niecałej półtorej minuty i to bez żadnych strat. Oczywiście, jak już było 15 sekund do końca, to ta wiara była mniejsza. Mnie się wydawało, że remis Norwegom do awansu wystarcza.

Tak, bo ja poleciałem do kontrataku. Razem z Damianem Wleklakiem byliśmy sami i krzyczałem „Artur, podaj”. Tymczasem patrzę, a on bierze piłkę i rzuca ją do bramki. Pomyślałem „chłopie, co ty robisz!?” Wydawało mi się, że tam stoi bramkarz. Ale patrzę, że bramka pusta, piłka leci i wpada do siatki. Byłem oszołomiony, ale OK, „Siódym” podjął dobrą decyzję. Oczywiście, gdyby podał do mnie albo Damiana, to też byśmy mieli pustą bramkę. Ale wpadło i trzeba się cieszyć.

>>>Tak Chorwaci szykują się na Polaków

Zupełnie nie. Chociaż patrząc na ostatnie półrocze, to Chorwacja lepiej nam pasowała niż Francja. Ale tu będzie mecz dwóch równych zespołów i zdecyduje forma dnia. Przez ostatni rok Chorwaci grali trochę słabiej, ale teraz występują u siebie, mają doping kilkunastu tysięcy ludzi. Będzie ciężko.

Mają mocną obronę 3–2–1 i bardzo szybko wyprowadzają z tego kontratak. To są ich największe atuty. A słabości? Na razie nie wiem, czy takie mają. Ale obejrzymy wideo, znajdziemy je i wykorzystamy.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj