Taka jest wstrząsająca prawda o hiszpańskich kolarzach. Ich sukcesy na torach to efekt szprycowania się nielegalnymi środkami, a nie wytrwałego treningu. Akcja policji w całym kraju ujawniła dopingową aferę, w której brało udział dwustu kolarzy, w tym wielkie gwiazdy na czele z Niemcem Janem Ullrichem (jeden z faworytów tegorocznego Tour de France) i Włochem Ivanem Basso (lider trwającego właśnie Giro d'Italia).
Zawodnicy wpadli przez czyjąś głupotę. Ktoś wypisał na kartkach nazwiska kolarzy z teamów zawodowych, którzy stosują niedozwolony doping. I kartki te wpadły w
ręce policji.
Ale to dopiero początek sensacyjnej historii. Policja śledziła kolarzy i nagrywała ich ukrytymi kamerami. W jednym z punktów kontaktowych,w mieszkaniu w Madrycie, udało się sfilmować, na czym polega nielegalny proceder. Pobraną krew kolarzy nasycano tlenem i wstrzykiwano ponownie - to tak zwany doping krwi. Dzięki temu mogli oni osiągać znacznie lepsze wyniki podczas zawodów.
Wtedy do akcji wkroczyły specjalne grupy funkcjonariuszy - przeprowadziły rewizje m.in. w domach zawodników. Na terenie całej Hiszpanii odkryto tysiące nielegalnych środków dopingowych, pochodzących głównie z Chin i Niemiec.
Ale to dopiero początek sensacyjnej historii. Policja śledziła kolarzy i nagrywała ich ukrytymi kamerami. W jednym z punktów kontaktowych,w mieszkaniu w Madrycie, udało się sfilmować, na czym polega nielegalny proceder. Pobraną krew kolarzy nasycano tlenem i wstrzykiwano ponownie - to tak zwany doping krwi. Dzięki temu mogli oni osiągać znacznie lepsze wyniki podczas zawodów.
Wtedy do akcji wkroczyły specjalne grupy funkcjonariuszy - przeprowadziły rewizje m.in. w domach zawodników. Na terenie całej Hiszpanii odkryto tysiące nielegalnych środków dopingowych, pochodzących głównie z Chin i Niemiec.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Michał Ignasiewicz
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.
Zobacz
|
