24 godziny po tym, jak na Stadionie Śląskim polskich piłkarzy pożegnały przeraźliwe gwizdy w niemieckim Barsinghausen, biało-czerwoni zostali przyjęci przez ponad trzy tysiące kibiców oklaskami. Piłkarze mają za złe fanom ze Śląska to, w jaki sposób ich potraktowali. W Chorzowie zdarzyło się to nie pierwszy raz. W 1977 roku Ślązacy wygwizdali Kazimierza Deynę tylko dlatego, że był zawodnikiem Legii Warszawa.
Porażka Polaków w meczu z Kolumbią nie usprawiedliwia zachowania kibiców na Stadionie Śląskim. Fani udowodnili, że bycie na dobre i złe z drużyną jest im chyba
obce. Obrażanie swoich piłkarzy, kibicowanie Kolumbii i szydzenie z trenera Janasa dopełniło mierny obraz wtorkowego widowiska. Pożegnanie kadry z Polską przed wyjazdem do Niemiec było farsą
w wykonaniu piłkarzy, ale i kibiców.
Na szczęście zupełnie inaczej rozumieją bycie ze swoją reprezentacją kibice, którzy witali Polaków w Niemczech. W środę wieczorem biało-czerwoni przeprowadzili pierwszy oficjalny trening w Barsinghausen. Zajęcia były otwarte dla prasy i kibiców. Zjawiło się na nich ponad trzy tysiące sympatyków polskiej drużyny.
Zajęcia były krótkie. Na początek trener zarządził dla wszystkich rozgrzewkę. Następnie zawodnicy, którzy grali we wtorkowym meczu z Kolumbią, zaczęli rozdawać fanom autografy. Reszta wzięła udział w wewnętrznej gierce.
Na szczęście zupełnie inaczej rozumieją bycie ze swoją reprezentacją kibice, którzy witali Polaków w Niemczech. W środę wieczorem biało-czerwoni przeprowadzili pierwszy oficjalny trening w Barsinghausen. Zajęcia były otwarte dla prasy i kibiców. Zjawiło się na nich ponad trzy tysiące sympatyków polskiej drużyny.
Zajęcia były krótkie. Na początek trener zarządził dla wszystkich rozgrzewkę. Następnie zawodnicy, którzy grali we wtorkowym meczu z Kolumbią, zaczęli rozdawać fanom autografy. Reszta wzięła udział w wewnętrznej gierce.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Michał Ignasiewicz
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.
Zobacz
|
