Cała Francja śledziła przed telewizorami finał mistrzostw świata. Po serii rzutów karnych, która rozstrzygnęła losy tytułu na korzyść Włochów, Francję ogarnęła rozpacz. Kibice "trójkolorowych" pozostali w swoich domach i w ciszy przeżywali porażkę.
Na Polach Elizejskich kilkadziesiąt tysięcy osób przygotowywało się do święta, mającego nastąpić po zwycięstwie Francuzów. Zamiast fety wyszła stypa. Fani
szybko wycofywali się do metra. W Saint Denis, pod Paryżem, niedaleko Stade de France, na którym osiem lat temu Francuzi stali się mistrzami świata, również nie było radości.
Obecny na meczu w Berlinie prezydent Francji Jacques Chirac uznał przegraną francuskiej reprezentacji za wynik "niesprzyjającego losu". I stwierdził, że francuscy gracze mają powody do dumy z tego, co osiągnęli i z siebie samych.
Obecny na meczu w Berlinie prezydent Francji Jacques Chirac uznał przegraną francuskiej reprezentacji za wynik "niesprzyjającego losu". I stwierdził, że francuscy gracze mają powody do dumy z tego, co osiągnęli i z siebie samych.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|