Pieniądze w skokach narciarskich to jałmużna w porównaniu z sumami, które przewijają się przez konta firm i kierowców Formuły 1. A emocje? Czym jest skok na
dwóch deskach z rusztowania w porównaniu z pędzącymi 350 km/h bolidami wartymi fortunę?
Socjolodzy są już pewni - jeśli tylko Kubica utrzyma formę i nie będzie tylko tłem dla najszybszych kierowców na świecie, wyścigi staną się nowym szaleństwem Polaków.
"Bo po prostu potrzebujemy sukcesów" - mówi dziennikowi.pl socjolog Piotr Maciej Kamiński z Instytutu Spraw Publicznych.
I przewiduje, że o ile sukcesy Małysza świętowaliśmy przed telewizorami, sukces Kubicy zobaczymy... wszędzie! Na placach zabaw i parkingach pojawią się całe chmary ścigających się
dzieciaków. "Z rozmarzeniem będą zasiadać na swoje rowery i ścigać się z kolegami" - mówi Kamiński.
A to dopiero będzie początek! Zapełnią się tory kartingowe. W końcu od tego zaczynali wszyscy najwięksi kierowcy. Starsi podrasują sobie auta i na polskich drogach pojawi się masa
samochodów z tylnymi spojlerami, udającymi bolidy Formuły!
Jeden tylko problem: chude portfele. Nie każdego w Polsce stać na wypad na tor w Monte Carlo czy Suzuka w Japonii. Ale jeśli Kubica odniesie choć niewielki sukces, ruszą sponsorzy. A wtedy
pojawią się promocje i nagrody. W tym wyjazdy. "Oglądalność wyścigów skoczy z całą pewnością. I to nie tylko wśród fanatyków tego sportu. Czuję,
że w niedzielę przed wyścigami F1 po raz pierwszy zasiądą tysiące Polaków. I reklamodawcy" - dodaje Maciej Kamiński.