"Fakt" zaproponował Januszowi Wójcikowi z Samoobrony posadę szkoleniowca reperezentacji egzotycznego kraju. Wójcik długo nie myślał. Spotkał się z dziennikarzem przebranym w arabskie szaty i przyjął warunki. Roczny kontrakt wart 1,5 miliona dolarów odebrał mu rozum.
Na spotkanie z "wysłannikiem sułtana" poseł wybrał jeden z najdroższych hoteli w Warszawie. Przyjechał luksusowym mercedesem. Reklamował się niczym gwiazdor światowego futbolu. "Zdobyłem srebrny medal na olimpiadzie w Barcelonie, trenowałem pierwszą reprezentację Polski, kadrę Zjednoczonych Emiratów Arabskich, pracowałem na Cyprze" - recytował. Podkreślił, że chciałby zabrać ze sobą czterech współpracowników i żonę.
Człowiek sułtana (dziennikarz "Faktu"), zgodził się na te zachcianki. Dwugodzinne spotkanie zakończyło się wspólnym zdjęciem. Wójcik był przekonany, że jedną nogą jest już w samolocie. Wstyd, panie pośle.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|