Trener Lecha nazwał arbitra Roberta Werdera "gałganem", a jego asystenta, który dopatrzył się spalonego, "łysym grubasem". Po meczu okazało się, że spalonego nie było. Franciszka Smudę chce teraz przesłuchać Ekstraklasa SA, Wydział Dyscypliny PZPN i rada trenerów.
Ale Smuda nie traci pewności siebie i nie zamierza płacić kary za swoje słowa. "Nie mogę być potulny, skoro nas biją. Dosyć tego! Ktoś wreszcie musi ruszyć tych sędziów. Kibice Lecha chcą się złożyć na moją karę? Nie muszą, bo ja nie mam zamiaru się do niej stosować" - stwierdził popularny "Franz".
Piłkarze Lecha i Cracovii zafundowali kibicom niesamowite emocje. Jeszcze kwadrans przed zakończeniem spotkania goście prowadzili 3:0, ale lechici zdołali wyrównać. Konferencję prasową zdominowała dyskusja o nieuznanej czwartej bramce dla Lecha. "Współczuje innym zespołom, którym będzie ten pan sędziował" - mówił bardzo zdenerwowany trener Smuda.
Na konferencji Smuda pokłócił się również z trenerem Cracovii Stefanem Białasem. Wygląda na to, że jest sam przeciwko wszystkim.