Rafał Kazimierczak: Czy to rodzice zadecydowali, że będzie pan kierowcą wyścigowym?
Robert Kubica: Lubiłem wyścigi, gdy miałem 10 lat. Ale nie do mnie należała
decyzja. Rodzice już wtedy patrzyli na wyścigi, jako na mój sposób na życie. Oni zadecydowali, ja nie miałem nic do gadania.
Mając 13 lat wyjeżdżał pan z ojcem do Włoch. Aż został tam pan na stałe, sam.
Żeby się rozwijać, musiałem wyjechać. Przez trzy sezony startowałem w Polsce w
gokartach. Wygrałem wszystko, co było do wygrania. Włochy miały najmocniejszą ligę kartingową, więc wybór był prosty.
Kiedy pan i pana rodzice uwierzyliście, że może pan coś osiągnąć w tym sporcie?
W pierwszym wyścigu we Włoszech dojechałem do mety drugi. Już wtedy wiedziałem, że
coś ze mnie będzie. Ścigali się tu najlepsi kierowcy świata, a ja przyjechałem znikąd i sklepałem im tyłki. Jechałem do Włoch z nadzieją, że będę awansował do finałów,
czyli grona najlepszych 34 kierowców w wyścigu. A zacząłem wygrywać z najlepszymi.
We Włoszech musiał pan bardzo szybko dorosnąć.
Po człowieku widać, czy przeszedł szkołę życia, czy nie. Ja chyba przeszedłem. Będąc nastolatkiem mieszkałem sam w
obcym kraju. Nie byłem osamotniony, nie tęskniłem. Wiedziałem, że sam muszę sobie dawać radę. Wracałem do domu i wszystko robiłem po swojemu.
To znaczy co?
Nic złego. Byłem grzecznym chłopcem. I jestem do dziś. Nikt mnie nie pilnował, bo nie musiał.
Nie brakowało panu rodziców, czy kolegów?
Kiedy brakuje czasu na myślenie, to się nie tęskni. Jeździłem prawie codziennie. Robiłem to, co mnie
interesowało. Poświęciłem się sportowi, żyłem chwilą, ale było to bardzo przyjemne. Jeżeli ktoś lubi dyskoteki, to na nie chodzi i nie zastanawia się, co się dzieje w domu kiedy się
bawi. Mnie interesował bolid, jego konstrukcja, praca mechaników. To było moje życie.
W Formule 1 nastaje czas młodych kierowców?
Nie wydaje mi się. Po prostu ci starsi muszą kiedyś skończyć kariery. Przecież nikt nie będzie ścigał się
bolidem F1 mając 50 lat. Nie dałby rady.
Czuje pan, że teraz decyduje się pana przyszłość w F1, że musi pan walczyć o swój byt?
Jeżeli dziennikarze uważają to za walkę, to wychodzi na to, że walczyłem przez całe swoje życie. Zawsze musiałem udowadniać, że jestem dobry. A ja po prostu jeżdżę i staram się
zajmować dobre miejsca.
Nie czuje pan presji?
Żadnej. Presja powoduje błędy i zaniepokojenie. Ja chcę tego uniknąć. Według mnie to nie jest najważniejszy czas w mojej karierze. Przez tydzień
czy dwa nie da rady przekreślić tego, co robi się od 15 lat. Ani się wykreować. Powtarzam, ja tylko kręcę kółkiem.
Jacques Villeneuve, którego miejsce zajął pan w bolidze BMW Sauber, stwierdził, że jest pan za młody i za mało doświadczony.
Nie czytałem. Za to czytałem,
że Villeneuve źle mówił o Michaelu Schumacherze. Czyli jestem w dobrym towarzystwie.
Nie jest pan zły na zespół, że w dwóch wyścigach stracił pan dobre miejsca przez złe opony?
Formuła 1 to sport zespołowy. O wszystkim decydujemy
razem. Zaryzykowaliśmy z takimi oponami, a nie innymi. Nie powiodło się, ale to nie powód, żeby się obrażać.
Bolid BMW Sauber jest na razie za słaby, żeby wygrywać. Nie denerwuje pana to, że nie może pan walczyć z najlepszymi?
Gdyby kilka miesięcy ktoś mi powiedział, że
będę walczył o punkty mistrzostw świata w bolidzie BMW Sauber, uznałbym go za wariata. Oddałbym za to wszystko, co mam. A mam niewiele. Praca nad ulepszeniem bolidu też jest bardzo
fascynująca. Renault i Ferrari robią dokładnie to samo, co my, czyli starają się, by ich samochód był szybszy. Ja jestem zadowolony z bolidu i z tego, jak nim jeżdżę. Moje ambicje
są zaspokojone.
Kiedy BMW Sauber będzie rywalizował jak równy z równym z Renault i Ferrari?
Nie wiem. To może stać się bardzo szybko, ale może też trwać latami.
Wystarczy popatrzeć na historię Formuły 1 przez ostatnie pięć sezonów. Jeden zespół zaczął wygrywać już po roku, a drugi do dziś nie osiągnął tego, co zamierzał.
Wszystko zależy od tego, czy będziemy robić większe postępy od innych. Tak naprawdę bolidy są lepsze z wyścigu na wyścig. My gonimy, a inni nam uciekają. Wszystko polega na tym, żeby
szybko zniwelować ich przewagę.
Nadal nie wie pan, czy będzie kierowcą etatowym BMW Sauber w przyszłym sezonie?
Nie wiem. Niczego w moim życiu nie jestem pewien, tym bardziej tego, co będę robił w 2007
roku.
Nie stresuje pana ta sytuacja? Wiele zespołów ogłosiło już składy.
A nasz już trzy miesiące temu ogłosił, że zrobi to po ostatnim wyścigu tego sezonu. Dla
mnie to bez znaczenia. Przecież i tak staram się jeździć najlepiej, jak potrafię.
Wygląda na to, że szefowie teamu czekają na to, co pan zaprezentuje w ostatnich wyścigach sezonu.
Powiem więcej, to pewnie ma tak wyglądać. Ale to naprawdę nie wpływa
na moje starty.
Z Jacquesem Villeneuvem prawie pan nie rozmawiał. Jak jest z Nickiem Heidfeldem?
Z Nickiem jest w porządku.
Heidfeld to pana największy rywal, bo macie bardzo podobne samochody i można porównać wasze wyniki.
Nick to mój partner w zespole, ale oczywiście
także mój pierwszy rywal. Tak to wygląda w Formule 1. Zespół zawsze porównuje swoich dwóch kierowców. Ale Nick jest naprawdę w
porządku.
Przepuściłby pan Heidfelda przed metą, gdyby zespół wydał panu takie polecenie?
O rany, nie wiem. Na szczęście nic takiego mi nie kazali.
Powiedział pan, że pana wymarzony partner w zespole to Michael Schumacher.
Powiedziałem, że jeżeli Schumacher przejdzie do BMW, to ja nie mam nic przeciwko temu. Byłby
moim kolegą w zespole.
Pana, czy Heidfelda?
Mam nadzieję, że moim.
Polscy kibice chcą się z panem spotykać. Będzie pan teraz bywał częściej w kraju?
Nie sądzę. Jestem bardzo zajętym człowiekiem. A dobrych sportowców jest
w Polsce dużo.
Naprawdę?
Tak uważam. Bez nazwisk, ale jest kilku, którym kibicuję.
Piłkarzom?
Też kibicuję. Nie sądzę, że się kompromitują. Są Polakami, trzeba im kibicować.
A gdyby polscy piłkarze grali z włoskimi?
Nikomu bym nie kibicował. Bardzo bym się cieszył, gdyby Polacy wygrali, ale to nierealne. Nie te poziomy.
W niedzielę wystartuje pan na Monzy. To pana ulubiony tor?
Pierwszy raz jeździłem tu w 2001 roku. Niedaleko stąd mieszkałem, ale nie traktuję tego toru jak domowego.
Każde Grand Prix jest warte tyle samo punktów. Jeżeli wszyscy z czołowych zespołów dojadą do mety, to o punkty będzie bardzo ciężko. Ale na pewno będziemy blisko
czołówki. A może uda się coś zdobyć.