Kiedy na włoskim torze Monza wybuchł silnik samochodu hiszpańskiego kierowcy Fernando Alonso, świat wstrzymał oddech. Za bolidem mistrza świata ciągnęła się chmura dymu. Eksperci zapewniają jednak, że nie ma powodów do obaw. Bolidy Formuły 1 są dziś odporne na ogień.
Chyba najbardziej znanym wypadkiem na wyścigach Formuły 1 była kraksa Niki Laudy w 1976 roku na torze w niemieckim Nurburgring. Lauda wypadł z trasy, uderzył w bandę i wpadł pod bolid Bretta Lungera. Ferrari Austriaka stanęło w płomieniach, a kierowca zaczął się palić we wraku. Ciężko poparzony zapadł w śpiączkę. Cudem przeżył i wrócił do zdrowia, choć przeszedł wiele operacji.
Dziś na całym torze w pogotowiu jest wiele ekip gaśniczych - jeden wyścig Formuły 1 zabezpiecza ponad 500 osób! Poza tym bolidy są już budowane z niepalnych włókien węglowych. Także kombinezony zawodników wytrzymują nawet do pół minuty w płomieniach. A to wystarczająco dużo czasu, by ratownicy ugasili płonące paliwo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|